Niskie płace
 Oceń wpis
   

 Polska okupuje końcowe miejsca w zestawieniu płac krajów europejskich. Mniej płacą pracownikom jedynie Bułgaria, Rumunia, Litwa i Łotwa. Na dodatek płace te obniżają się (realnie i relatywnie do EU) w ostatnich latach.

Zestawienie płac w krajach Unii pokazuje, że Polska nie jest w stanie tworzyć nowych, dobrze płatnych miejsc pracy. Wg Eurostatu zajmowaliśmy "zaszczytne" czwarte miejsce od końca. Mniej płacono pracownikom jedynie w Bułgarii, na Litwie i Łotwie (Rumunia - z pewnością także poniżej naszych płac - nie została ujęta w 2010 roku).

 

Labour_cost_per_hour_in_the_business_economy,_2010.png

 

Zobaczywszy nasze miejsce w szeregu na wykresie, popatrzmy na zestawienie tabelaryczne:

 

Labour_cost_per_hour_in_euros_2008-2010.jpg

 

Polska miała płace w gospodarce na poziomie 7 euro / godzinę. Przeciętna unijna to 22,5 euro i 26,8 euro w strefie euro. Polskie płace to 31% płac unijnych i 26% płac strefy euro. Zarabiamy więc jedną trzeciąeuropejskich poborów i jedną czwartą tego, co w starej Europie (strefa euro to głównie kontynentalne kraje zachodniej Europy).

Niepokojące są trendy w ciągu tych ostatnich lat. Gdy płace w Europie rosną pomimo kryzysu - w Polscespadają. W 2008 roku płace wynosiły 7,5 euro/godz. (34,7% średniej EU), w 2009 - spadły o 15% do 6,4 euro (29% EU) i lekko wzrosły do 7 euro/godz. w 2010 roku (31% średniej EU). Gdy w EU wzrosły w czasie kryzysu o 4% (0,9 euro%), w Polsce spadły o 9% (0,5 euro).

Oprócz wymienionych wyżej krajów z końcówki listy nikt tej strategii dostosowania się do kryzysu nie zastosował. We wszystkich innych krajach wynagrodzenia rosły (potwierdza to trend przedstawiony we wpisie"Płace w dół, czyli zwiększamy konkurencyjność").

Warto też zauważyć, że jeśli płace w przemyśle wytwórczym są w zachodniej Europie (strefa euro) o 9% wyższe od płac w gospodarce, to w Polsce jest odwrotnie - są o 10% niższe.

Cóż się dziwić, że pracownicy uciekają, gdy udział płac w PKB maleje a ci bardzo tani robotnicy w Polsce są dużo kilkakrotnie lepiej wynagradzani za granicą. Więc wyjeżdżamy za pracą ("Miejsca pracy? preferujemy eksport") lub na stałe ("Emigrujemy").

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

- - -
źródła: Eurostat i + tabele

Komentarze (3)
Wydatki socjalne czy urzędnicy?
 Oceń wpis
   

 Wiele się narzeka na sztywne wydatki budżetu, które uniemożliwiają rządowi elastyczne reagowanie na kryzys. Oczywiście chodzi o wydatki socjalne, które są "nadmierne i rozdęte". Nic nie mówi się o wydatkach rządowych na administrację. Są one praktycznie równe wydatkom socjalnym.

Jeśli przyjrzeć się wydatkom publicznym (sektora instytucji rządowych i samorządowych), to wydatki na administrację publiczną, dokładnie na koszty pracy (+ zużycie pośrednie) są praktycznie równe transferom socjalnym. W 2010 roku koszty administracji wynosiły 229,7 miliardów zł (16,3% PKB), gdy wydatki socjalne 241,2 mld zł (17,1% PKB).

 

Budzet_wydatki_publiczne_MFin_2010.jpg

 

Jeśli przyrównać się do europejskiego wzorca, to koszty naszej biurokracji były zwykle (licząc jako % PKB)wyższe od krajów strefy Euro. Wyjątkiem jest rok kryzysowy - 2009.

 

Budzet_koszty_panstwa_EU_MFin_2010.jpg

 

Jeśli zaś porównać wydatki socjalne, to przez wszystkie ostatnie lata były one niższe (jako % PKB)- o 2,5% do 6,5% PKB niż w budżetach strefy Euro. I co zadziwia - w czasie kryzysu 2009 roku - różnica to się zwiększyła do 6,5%. Unia Europejska zwiększała transfery socjalne, my zmniejszaliśmy. Różnica bardzo charakterystyczna.

 

Budzet_wydatki_socjalne_EU_MFin_2010.jpg

 

- - -
źródło danych: Ministerstwo Finansów - Program Konwergencji - Aktualizacja 2011

Komentarze (2)
Nord Stream, czyli taka piękna katastrofa
 Oceń wpis
   

 Od razu dodam: katastrofa polskiej polityki energetycznej, czy precyzyjniej polityki bezpieczeństwa energetycznego, co w naszym przypadku można jeszcze dokładniej określić jako politykę powstrzymywania Rosji, osłabiania jej związków z Europą.

Przyjrzyjmy się z dzisiejszego punktu widzenia - w przeddzień otwarcia rurociągu - historii tego projektu z punktu widzenia polskich interesów i tego, jak się o nie starano.

 

 

12 grudnia 2005 r. w tekście "Bałtycki gazociąg" pisałem:

Rosjanie chcą nas ominąć i zmarginalizować, a wobec Wspólnoty Europejskiej przedstawić jako zagrożenie dla bezpiecznych dostaw gazu ziemnego. Jest to wyzwanie dla Polski na miarę dwudziestego pierwszego wieku i wielki sprawdzian skuteczności naszego państwa.

Niestety, sprawdzianu tego nie przeszliśmy pozytywnie. Nasi politycy raczej głośno i bez sensu mówili, niż przemyśleli to wyzwanie. Ówczesny minister obrony w rządzie PiS, Radosław Sikorski, mówił tak do zagranicznych dziennikarzy:

"Polska jest szczególnie wrażliwa na punkcie korytarzy i porozumień ponad naszymi głowami. To była tradycja Locarnopaktu Ribbentrop-Mołotow".

Na dodatek nasze kontrpropozycje nie były w ogóle przemyślane ("Amber? To chyba dla zmylenia przeciwnika...")

Potem wzięliśmy się za argumenty ekologiczne. Od Senatu do Unii Europejskiej nagłaśnialiśmy zagrożenia, mówiąc, że rurociąg to "bomba", "zagrożenie". a już w maju 2007 r. pisałem, że

Argumenty polskich polityków brzmią tak, jakby nie wybudowano do tej pory żadnego rurociągu podmorskiego. A przecież wybudowano ich dziesiątki, choćby ostatnio otwarty Langeled

Międzynarodowe badania, niezależne instytucje potwierdziły, że środowisku rurociąg nie grozi. Konsorcjum wydało na to wiele więcej pieniędzy, zajęło to masę czasu, ale naszych polityków i tak to nie przekonuje. Wystarczy tytuł: "Wyniki pod zlecającego". Niestety, jest to zemsta zza grobu, to znaczy nam pozostają nieeleganckie insynuacje, gdy inni będą budować siłę swojej gospodarki.

Podnoszono także argument, że "Nord Stream" jest droższy od Jamału. Nie dodawano jednak, że budowa jest droższa, a całość operacji wychodzi korzystniej. Pisałem już od początku, że to absurdalne zarzuty ("Nord Stream jest tańszy od Jamału" 31 maja 2007). Później słabość naszych zarzutów, a siłę tego projektu ocenili brytyjscy analitycy ( Chi Kong Chyong, Pierre Noёl and David M.
Reiner, "The Economics of the Nord Stream Pipeline System, Cambridge Working Paper in Economics). Ale i tak najlepszym weryfikatorem opłacalności są kredyty bankowe, a tutaj konsorcjum Nord Stream osiągnęło niebywały sukces: banki kredytujące obniżyły im oceny ryzyka, a co za tym idzie - stopy kredytów. Banki nie dają tanich kredytów na nieopłacalne ekonomicznie projekty.

Projekt startował jako niemiecko-rosyjski. To było przedmiotem naszej krytyki. Jednak dość szybkoprzekształcił się w projekt europejski. Od początku też miał wsparcie Brukseli ("Barroso: Nord Stream jest potrzebny Europie"). Stąd nasze starania w Unii, choć krzyczano o nich na cały głos, były nieskuteczne ("Nord Stream - zupełnie inna rezolucja EuroParlamentu"). Tutaj i tutaj można zobaczyć, co mówiłem o tym 3 lata temu.

Podnosiliśmy jeszcze jeden argument: rurociąg blokuje polskie porty. Niestety, jak atut kładlismy bardzo odległe perspektywy rozwoju, które nie są potwierdzane w dzisiejszej sytuacji ("Polskie porty... nie trzeba Nord Stream"). Faktu, że rurociąg nie przeszkadza gazowcom, trudno w tym harmiderze dostrzec.

W Nord Streamie jest też ciekawy wątek geopolityczny - udział USA w blokowaniu tego projektu. Czasami był on zbyt jawny ("Niemiecko - amerykański spór o Nord Stream"), ale wiele ciekawych informacji przynoszą przecieki amerykańskich depesz dyplomatycznych na Wikileaks, o czym już niedługo.

Patrząc na marnowanie przez naszych polityków atutów Polski (tutaj położenia geograficznego, bo rynek u nas niewielki), pozwoliłem sobie na "Nord Stream – historia alternatywna". Takie tam fantazjowanie, co moglibyśmy zrobić zamiast obrony Częstochowy.

Dlatego też, bezsilny obserwator tego widowiska, potarzam: "Nord Stream to porażka na własne życzenie". Bo Rosjanie osiągnęli swoje cele ("ominąć i zmarginalizować"), my (nasi politycy) ponieśliśmy porażkę. Warto podkreślać, że to przede wszystkim oni - decydenci wszystkich opcji politycznych od AWS, przez SLD, PiS i PO - są winni tej klęski. Dlatego często nazywam rurociąg Nord Stream "gazociągiem bałtyckim imienia Janusza Steinhoffa", na cześć jego wkładu w marginalizację Polski. Oto jego wypowiedź z 2002 roku, która była podstawą do decyzji pójścia przez Bałtyk.

 

2008_Nord-Stream-konflikt.gif

 

Powinien dostać honorowe miejsce na uroczystości otwarcia. Umożliwił zbliżenie Rosji i Niemiec ponad naszymi głowami, a Polskę zmarginalizował.

 

* * *

 

Podsumowując: piszę to wszystko, nie żeby się napawać naszą klęską, bo ten sukces rosyjski nie jest przyjemny dla nas, Polaków. Piszę to po to, by dzisiaj, gdy mleko się już rozlało, przemyśleć powody tej klęski. I nie powtarzać bez końca, że jesteśmy ofiarami jakiegoś ciemnego spisku, tylko by wiedzieć, że to co się stało jest efektem polskiej polityki. Jej skutkiem. Dlatego trzeba ją przemyśleć i zmienić.

 

* * *

 

Polecam poza tym wykład sprzed prawie czterech lat: "Nord Stream czyli konflikt interesów - wykład w Toruniu" i wykład z 2010 r. "Nord Stream czyli Polska między Europą a Rosją"

Komentarze (1)
Zadłużenie zagraniczne przebiło BILION zł
 Oceń wpis
   

 Zadłużenie na wszystkich poziomach (prywatnym, przedsiębiorstw, samorządów, budżetu centralnego i całej gospodarki) jest zjawiskiem kluczowym dla Polski. Pisząc o złych, przeterminowanych długach ("Eksplozja złych długów Polaków", "O złych prywatnych długach Polaków") pokazałem zjawisko od samego dołu - od indywidualnych osób. Teraz przeskoczymy na poziom najwyższy - zadłużenia Polski (nie mylić z powszechnie tak określanym zadłużeniem budżetu państwa). Nie po kolei, ale jest świetna okazja, żeby poruszyć ten temat:

Zadłużenie zagraniczne przebiło BILION zł.

Z tego biliona na 350 miliardów złotych zadłużony jest rząd i samorządy, prawie 230 mld - banki a ponad 400 mld - podmioty gospodarcze, osoby indywidualne i inne podmioty.

Proszę przyjrzeć się, jak szybko rosło:

 

Zadluzenie_zagranczne_Polski_NBP2.jpg

 

W ciągu roku zadłużenie wzrosło o ponad 100 miliardów. 10 lat temu było ponad trzykrotnie mniejsze. Aż dech zapiera to tempo zadłużania się.

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

- - -
Dane: NBP

 

Komentarze (6)
Czy Peak Oil się cofa?
 Oceń wpis
   

 Teoria Peak Oil mówi nam o nieuchronnym i bliskim nadejściu momentu, gdy wydobycie ropy osiąga swój szczyt, a potem gwałtownie spada. Związane z tym katastroficzne wróżby i lamenty co do losu cywilizacji pomińmy dzisiaj, jednak jestem ciekaw, jak ruch Peak Oil odbiera takie wydarzenia, jakie ostatnio obserwujemy w Północnej Dakocie. Czy nie jest to kolejny argument, przekreślający tę teorię?

 

Oil_North_Dakota_Perry2.jpg

 

Co się tam dzieje z wydobyciem ropy, najlepiej ilustruje powyższy wykres "Hockey Stick" of Oil Production, autorstwa Marka Perry'ego. Widać na nim, że wydobycie ropy w Północnej Dakocie osiągnęło historyczny rekord. Produkowano tam w lipcu 2011 423 tysiące baryłek dziennie ropy - to o 32% więcej niż rok wcześniej, a jeśli porównać do roku 2009, to wydobycie podwoiło się. Już nie wspominając o tym, że jest pięciokrotnie większe niż 10 lat temu.

Ropę produkuje 5,5 tysiąca odwiertów - to także historyczny rekord. I na dodatek te odwierty biją rekordy produkcji. To wszystko dzięki wielkiemu odkryciu "ropy z łupków" i eksploracji złoża Bakken shale.

Dakota jest czwartym stanem-producentem ropy w USA, po Teksasie (1,4 mln baryłek dziennie), Alaską (550 tys.) i Kalifornią (540 tys.). W tym tempie ma szansę na zostanie drugim w kolejności.

I na koniec uwaga do zwolenników Peak Oil. Zacznę od cytatu:

We usually find oil in new places with old ideas. Sometimes, we find oil in an old place with a new idea, but we seldom find much oil in an old place with an old idea.

Several times in the past we have thought that we were running out of oil, when actually we were only running out of ideas.

Parke A. Dickey
September 15, 1958

Peak Oil przywołuje swego protoplastę Mariona "Króla" Hubberta. Wydaje mi się, że zperspektywy tych ponad 50 lat, to nie osławiony Hubbert, ale skromny geolog naftowy, Professor of Petroleum Geology University of Tulsa - Parke A. Dickey miał rację.

Peak Oil, wzorem swego założyciela, stara się starymi ideami, pomysłami zahamować świat w rozwoju. Przez okulary starych i zbankrutowanych idei patrzy na świat i z pewnością nic nowego nie znajdzie w nim.

Parke A. Dickey miał rację. Nie "Król" Peak Oila, starej idei, która zakłada czarne okulary, żeby nie widzieć tego, co się dzieje na świecie.

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

- - -
źródło wykresu: Mark Perry's blog

Komentarze (2)
Eksplozja złych długów Polaków
 Oceń wpis
   

 Media obiegły informacje o dobrych nastrojach konsumentów, podnoszących sprzedaż i PKB. Cieszymy się. Jednak warto zajrzeć, skąd się te wydatki biorą. Otóż jednym z ich źródeł jest zadłużenie. I przybiera ono ostatnio bardzo trudne formy. W ciągu ostatnich lat wzrosła gwałtownie ilość Polaków zadłużonych ponad swoje możliwości. To znaczy - nie wywiązujących się ze spłat długu.

Popatrzymy na dane Krajowego Rejestru Długów. Obejmują one zarówno przedsiębiorstwa jak i indywidualnych dłużników.

 

Zadluzenie_Polakow_Kwoty_2011_KRD.jpg

 

 

2,5 tysiąca na przeciętnego Polaka


 

Jeszcze w sierpniu 2008 roku było tego 59,2 miliarda. Wzrost w ciągu 2,5 roku o 64%.

Gwałtownie rośnie także ilość osób (i przedsiębiorstw) nadmiernie zadłużonych: w roku 2011 ich liczba przekroczyła 2 miliony.

 

Zadluzenie_Polakow_2011_KRD.jpg

 

Jak widać, jeszcze na początku 2007 roku było ich 174 tysiące. Cztery lata i jest ich prawie dwunastokrotnie więcej.

Są różne poziomy zadłużenia:

  • konsumentów,
  • przedsiębiorstw,
  • samorządów,
  • budżetu państwa,
  • finansów publicznych
  • czy w końcu gospodarki narodowej.

Ten pierwszy nie wygląda najlepiej. I jeśli przyjrzeć się tym bardziej wstydliwym motywacjom ostatnich dramatycznych wydarzeń, to i w przypadku Andrzeja Leppera i byłego policjanta, który się podpalił przed siedzibą rządu - wystąpiły te same powody: kłopoty finansowe. Czy ta frustracja zagra w wyborach?

 

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

 

 

Komentarze (1)
Czy my się w Europie rozwijamy?
 Oceń wpis
   

 Często padają określenie "zielona wyspa" kojarzy się jednoznacznie: Irlandia, jej szybki awans z kraju zacofanego i biednego do poziomu 154% unijnego PKB *2001 r.), wyższego niż sąsiednia W Brytania. Powstaje więc pytanie, jak się rozwijamy w Unii? Czy nadrabiamy stracone dziesięciolecia? Czy przeganiamy naszych sąsiadów? Czy zbliżamy się do przeciętnej europejskiej?

Pierwszy rzut oka na tabelkę mówi wprost: NIE, nie nadrabiamy zaległości, rozwijamy się wolno i wyprzedają nas kraje dawniej biedniejsze od nas. Przyjrzyjmy się:

Rok 2001 - Polska zajmuje siódmą pozycję od końca. Nasz PKB na mieszkańca to 28% średniej europejskiej.

Rok 2010 - zajmujemy piąte miejsce od końca z PKB wynoszącym 38% średniej EU - spadliśmy o dwa miejsca! Wyprzedziły nas:

  • Estonia (2001 = 26%, 2010 = 44% średniej EU) oraz
  • Słowacja (2001 = 22%, 2010 = 50% średniej EU)

Dobrą stroną wejścia do Unii krajów "nowej Europy" jest nadrabianie zaległości (Polska z 28% średniej unijnej do 38%). Bardzo dobrze - w ciągu ostatnich 10 lat nierówności w Unii się zmniejszyły. Ale jako kraj nie mamy się zbytnio czym szczycić. Inni rozwijają się szybciej.

I choć dużo brakuje nam do "chorego człowieka Europy", czyli W. Brytanii, która spadła prawie 30% ze swojej wysokiej szóstej pozycji w Europie na jedenastą. Zawszą są jacyś gorsi. Tylko tym się możemy pocieszać.


Andrzej Szczęśniak


www.szczesniak.pl

 

- - - -

źródło: Eurostat, PKB na mieszkańca w cenach realnych.

Komentarze (4)
Nord Stream czyli porażka na życzenie
 Oceń wpis
   

Nord StreamNo i stało się – gaz ziemny zaczyna omijać Polskę i kraje środkowej Europy. Pierwsze próby odbywają się dzisiaj:

Nord Stream napełniany gazem technologicznym

We wtorek 6 września wtłoczone zostały do rurociągu Nord Stream pierwsze ilości gazu ziemnego, który pozwoli na utrzymywanie w niej odpowiedniego ciśnienia.

Budowę pierwszej nitki bałtyckiego rurociągu zakończono w czerwcu. Od tej pory trwały próby techniczne. System rurociągowy został uszczelniony i osuszony, przy użyciu azotu wyparte zostało z niego powietrze.

NaftaGaz.pl

Pierwsze i najważniejsze stwierdzenie: Klęska polskiej polityki i to na własne życzenie.

Gdy w 1997 r. – powstaje spółka North Transgas, utworzona przez – Neste Oy i Gazprom, która zaczyna opracowywać projekt gazociągu transbałtyckiego z Rosji przez Finlandię, Bałtyk, Szwecję i Danię do Niemiec, sprawa jest jeszcze dość abstrakcyjna. Jednak już w grudniu 2000 r. projekt ten otrzymuje w Komisji Europejskiej status TEN (Sieci Transeuropejskie). 25 kwietnia 2001 Gazprom zawiązuje porozumienie z niemieckimi spółkami Ruhrgas i Wintershall, Fińska spółka Fortum przeprowadza analizę opłacalności projektu.

Kluczowym punktem – decydującym o losach tego rurociągu była polska odmowa z 2001 i 2002 r., na poprowadzenie przez Polskę drugiej nitki rurociągu jamalskiego – tzw. “pieremyczki”, omijającej Ukrainę. Brak zgody władz Polski czyni pomysł przejścia przez Bałtyk realną alternatywą. Rozwój techniki przychodzi Rosjanom i Niemcom w sukurs.

Podstawowym elementem polskiej strategii wobec nowych rosyjskich rurociągów była wtedy (i jest do dziś) chęć zabezpieczenia interesów państw Europy Wschodniej, a w przypadku rurociągu jamalskiego – interesów Ukrainy. To było głównym powodem odmowy budowy drugiej nitki (wariant „pieremyczki”). O tym mówił wicepremier w rządzie Jerzego Buzka, Janusz Steinhoff w 2002 r.:

„problem tzw. pieremyczki – gazociągu południowego, omijającego Ukrainę. My powiedzieliśmy: zgoda na wszelkie projekty, które pozwalają wykorzystać tranzytowe położenie Polski, ale w takim stopniu, w jakim nie zagraża to interesom Ukrainy, która jest naszym strategicznym partnerem”.

Dzisiaj Nord Stream zaczyna działać. Jakie są skutki dla Polski?

  • utrata dochodów z przesyłu. (można było zawrzeć korzystny kontrakt, nie zawalić go tak, jak przy pierwszej nitce i odnosić realne korzyści finansowe)
  • utrata szansy na tańszy gaz. Tranzyt jest atutem w negocjacjach cenowych z dostawcą – dzisiaj to ćwiczy Turcja, Bułgaria i wiele innych krajów. My mamy gaz drogi, jednak krzyczący na głos o tym, nie chcą zauważyć przyczyn tego problemu)
  • utrata narzędzia politycznego wpływu w stosunkach z Rosją i Niemcami. Mając taki atut, można coś ugrać w staraniach o własne interesy. No ale Polska nie prowadzi polityki opartej na interesach, tylko na wartościach. Więc interesy robią inni.

Jak polska polityka wygląda – widać. Jakie przynosi skutki? Opłakane. Kiedyś pozwoliłem sobie napisać taką “wariację historyczną”, pod tytułem “Nord Stream – historia alternatywna” Tak według mnie mogłaby wyglądać twarda polityka, osadzona na dbaniu o polskie interesy i wykorzystywaniu swoich atutów. Nic z tego.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

- – -

Więcej o Nord Stream

Komentarze (0)
Przeciętnie zadłużeni, ale drogo pożyczamy
 Oceń wpis
   

 Na pytanie ("Przeciętnie zadłużony europejski rząd"), dlaczego pomimo faktu, że państwo niemieckie jest potężnie zadłużone (bardziej niż francuski), a pomimo to dźwiga ciężar pomocy dla Grecji i innych dłużników, dyktując warunki w Unii, będąc największym płatnikiem - doczekałem się jednej fachowej odpowiedzi.

 

Eva wymieniła następujące czynniki:

  • sprawność gospodarcza,
  • konkurencyjność kraju na rynkach światowych (bilans handlowy - zawrotnie wysoki i płatniczy - również dodatni)
  • wierzytelności za granicą,
  • deficyt budżetowy - niski 3%,
  • polityka państwa (cele gospodarcze, umiejętność "zaciskania pasa"),
  • konsens społeczny - zadziwiające morale pracy i posłuszne społeczeństwo
  • zamożność - rozmiar zgromadzonego bogactwa narodowego - społeczeństwo ma, jak ostatnio podano, ok 5 bln majątku

Pełna zgoda. Te wszystkie elementy wyrażają się w tym, co ja miałem na myśli: koszt zadłużenia. W języku rynków finansowych nazywa się to uroczo "rentownością obligacji"

 

 

Te dane pokazują średnie odsetki od długoterminowych obligacji rządowych. Widać, że Polska płaci jedne z najwyższych kosztów w Europie. To sytuacja trudna uniesienia przez państwo, w którym spokój społeczny kupuje się kolejnymi długami, rosnącymi z dnia na dzień. I za te pożyczone środki, idące głównie na konsumpcję - przychodzi nam drogo płacić. Te kilka procent różnicy oznacza 20 miliardów rocznie więcej odsetek niz płaciliby Niemcy (zakładając, ze cały dług budżetu byłby na takich warunkach. Niezła pompa, trzeba się nieźle natyrać, żeby po 500 złotych od mieszkańca zabrać na obsługę tej różnicy.

Znacznie, bo ponad dwa razy taniej płacą Niemcy. My 5,9%, oni, 2,8%. Czyli będąc zadłużeni o 50% bardziej na jednostkę swego budżetu, płacą za zadłużenie o 30% mniej (także na jednostkę budżetu). To z pewnością jedna z przyczyn (ale także efektów przewag Niemiec, o których pisała Eva), dlaczego Niemcy stać na finansowanie Unii, a nas stać na... milion złotych pomocy dla Libii.

 

* * *

 

Ciekawa uwaga, która padła w mediach z zawierusze kryzysu:

kiedy stopy procentowe obligacji sięgną 7-8 proc. [Hiszpanie płacą 6,45 proc., Włosi - 6,25 proc.], kraje wchodzą w śmiertelną spiralę zadłużenia: koszty obsługi długu rosną szybciej niż zdolność gospodarki, żeby go obsługiwać

Wyborcza

Nasze 5,9% to jeszcze nie 7%. To jeszcze nie "śmiertelna spirala zadłużenia". Ale podduszanie i wyciek pieniędzy to już chyba tak.

Ale na takie czarne myśli wystarczy kilka pochwał od analityków...

– Wczoraj rentowność polskich obligacji 2-letnich wynosiła 4,53 proc., 5-letnich – 5,33 proc., a 10-letnich – 5,85 proc. Od początku miesiąca wzrosła minimalnie. Świadczy to o zaufaniu inwestorów do polskiego rządu – mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Gazeta Prawna

W rozmowie z PAP analityk Matteo Napolitano z ośrodka badawczego Economist Intelligence Unit (EIU) podkreślił, że rentowność polskich obligacji była ostatnio niższa, niż hiszpańskich, stało sie tak pierwszy raz od 12 lat. “Niższa rentowność polskich obligacji dowodzi, że rynek docenia zabiegi fiskalnej konsolidacji prowadzone przez polski rząd” – powiedział analityk.

Zachód.pl 

... możemy się spokojnie dalej zadłużać. Wystarczy że nas pochwalą. Ja też bym chwalił tak dobrego (dobrze płacącego) klienta.

- - -
dane: Eurostat

 

 

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

 

Komentarze (2)
Polska - mało płacy w GDP
 Oceń wpis
   

 Nawiązując do wpisu "Polscy tani robotnicy", w którym pokazałem amerykańskie statystyki dotyczące prac w przemyśle przetwórczym, warto rzucić okiem na płace jako element dochodu narodowego (PKB = GDP). Otóż w Polsce nie jest z tym różowo.

Analizując udział płac w PKB wg Eurostatu, można wysnuć wniosek, żewynagrodzenia pracownicze nie są najważniejszym elementem polskiej gospodarki. Oczywiście w porównaniu z innymi państwami członkowskimi Unii.

 

 

Oprócz bardzo niskiego miejsca Polski w tym rankingu (państw unijnych i nie tylko) warto zauważyć trend spadkowy, który spowodował, że udział płac w polskim PKB zmniejszył się o 3% od 2001 roku.

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

- - -

- dane: średni udział wynagrodzeń pracowniczych (Compensation of employees) w PKB za 2001-2010, zmiana 2010 wobec 2001.
- źródła: Eurostat

 

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |
Najnowsze komentarze
2011-12-20 12:17
Jubiler.blog:
Niskie płace
Chciałbym zarabiać tę średnią krajową :)
2011-12-19 19:51
rw456:
Niskie płace
Panie Szczęsniak, dusić bydło dokąd wytrzyma a pozniej niech przyjda inni.! Darwinizm,.
2011-12-19 19:49
nnn:
Niskie płace
nnnnnn
O mnie
Andrzej Szczęśniak
Branża paliwowa
Kategorie
Ogólne