O nowej strategii Orlenu
 Oceń wpis
   

Nowy prezes PKN Orlen Jacek Krawiec przedstawił kilka tez swojej nowej wizji rozwoju PKN Orlen, która za miesiąc ma być przedstawiona jako strategia firmy.

Pierwsza sprawa: Anwil. Wg prezesa Jacka Krawca:

"w tej chwili rozpatrujemy 2 opcje, pierwszą z opcji jest udział Anwilu w konsolidacji sektora chemicznego, druga opcja jest całkowite wyjście z tego fragmentu działalności poprzez sprzedaż Anwilu [...] nie ma żadnych decyzji korporacyjnych.

Orlen powinien wyjść z tego fragmentu działalności".

W mojej ocenie - bardzo dobry krok. Orlen powinien uporządkować swój profil działalności i na coś się zdecydować. I tutaj decyzje, czy jest spółką paliwową czy chemiczną. I zbycie aktywów spoza głównego biznesu powinno być natychmiast po strategicznej decyzji o kierunku rozwoju. Tu się pojawia problem. Takie plany mieli wszyscy poprzednicy prezesa Krawca. Czy to Polkomtel, który był w strategicznych planach przeznaczony do sprzedaży przez prezesa Wróbla w 2003 r. czy niemiecka sieć stacji za prezesa Chalupca czy znów Polkomtel za prezesa Kownackiego... I jeszcze wcześniej powstały problem sieci stacji w Niemczech.

Ciągle jednak nie wychodzą te dezinwestycje. Dlaczego? Wskazówką tutaj może być wypowiedź wicepremiera Pawlaka, który "zdumiał się", gdy dowiedział się o zamiarach sprzedaży Anwilu. Powiedział także: "a o ile wiem strategia rządowa nie została zmieniona". Czyli opór polityczny przed zmianą struktury inwestycji naszego naftowego "blue chipa" będzie trwał, jak trwa od lat.

Prezes Krawiec planuje także zaangażowanie w wydobycie ropy:

"nie posiadamy sami wewnątrz organizacji potrzebnego know how, i tego typu projektów, będziemy to robić z partnerami, krajowy partner sam się nasuwa jest to PGNiG który ma swoje przedsięwzięcia w tym zakresie prowadzone od lat, być może Lotos".

Jednak to zainteresowanie wydobyciem wydaje się tylko pretekstem do innego kierunku rozwoju Orlenu: połączenia z Lotosem czy PGNiG. To ostatnie nigdy nie było poważne angażowane, natomiast wydzielenie ze spółki wydobycia ropy czy gazu, gdy jest to miejsce, gdzie PGNiG może osiągnąć duże zyski i nie zależy w pełni od regulatora... wydaje się mało prawdopodobne. Poza tym firmy gazowe raczej orientują się na przedsięwzięcia energetyczne niż naftowe, co zresztą widać także w staraniach polskiego gazowego monopolisty.

Podobnie jak połączenie z Lotosem, które z pewnością jest wywoływaniem kolejnego "trupa z szafy" polskiej historii przekształceń sektora naftowego. Tutaj z pewnością będziemy mieli polityczne konflikty i walkę na wszystkich frontach. Wystarczy tylko przypomnieć, że rok temu, gdy obowiązywał świeżo uchwalony "Program dla sektora naftowego" ministra Naimskiego, który przewidywał rozdzielne funkcjonowanie obu rafinerii - mieliśmy podobny pomysł. Wbrew programowi rządowemu, wbrew doświadczeniom poprzednich prób.

Pytanie tylko - po co? Żeby stać się największą firmą rafineryjną nie posiadającą własnych złóż? Dzisiaj największym niezależnym operatorem w Europie jest Petroplus - przerabia 40 mln ton rocznie. Tyle samo będzie przerabiał połączony Orlen z Lotosem. Problem tkwi w tym, że Petroplus zatrudnia tylko 3 tysiące osób.

Inwestycje w wydobycie ropy, zakup złóż to temat odwieczny już w Orlenie. Wystarczy przypomnieć plany z najbardziej konkretnej i dopracowanej strategii z początku 2006 roku, gdy zaplanowano nakłady 10 miliardów $ na wydobycie ropy. Czy wydano? Nie, kupiono rafinerię w Możejkach, co skutecznie zaangażowało Orlen na wschodzie i spowodowało, że w 2007r. zmienił strategię i nie mówiono o inwestycjach w wydobycie tylko w rafinerię w Możejkach. Czy Orlen posiada dzisiaj 10 miliardów dolarów?

Bardziej istotne jest nie wydobycie, bo przez kilka najbliższych lat nie da ono zaopatrzenia Orlenowi, ale dostawy ropy. Spółka od kilku lat przygotowuje się do dywersyfikacji dostaw ropy. Można zapytać, dlaczego rząd polski nie robi nic, żeby zagwarantować dostawy najbardziej opłacalnej rosyjskiej ropy? Co prawda w ostatnim swoim wywiadzie na pytanie Krzysztofa Grada: "Czy import ropy poprzez Naftoport, a nie Przyjaźń nie wpłynie istotnie na wyniki spółki?", prezes Heydel odpowiedział: "W istotny sposób nie wpłynie", jednak nie brzmi to przekonująco. Orlen z pewnością na tym straci. Jeśli bowiem Neste Oil wprowadzając program Diesel, przechodząc całkowicie na rosyjską ropę, oceniali zyski na 2 dolary na baryłce, to czy Orlen planuje podobne straty wynikłe z odwrotu od rosyjskiej ropy?

Problem Orlenu to brak stabilności w kierowaniu spółką i wyznaczaniu jej strategicznego kierunku. Przypomnieć warto, że od 1999 roku spółka ma już dziewiątego prezesa (Konrad Jaskóła, Andrzej Modzelewski, Zbigniew Wróbel, p.o. Jacek Wiśniewski, kilkudniowy prezes Jacek Walczykowski, Igor Chalupiec, Piotr Kownacki, Wojciech Heydel, Jacek Krawiec). I rotacja zdaje się ostatnio przyspieszać! Poza tym po Konradzie Jaskóle - ostatnim prezesie sprzed ery upolitycznienia Orlenu - tylko jeden z nich miał wcześniejsze doświadczenia w branży. I właśnie zakończył swoją misję, gdyż "dzisiaj w Orlenie nie potrzeba nafciarzy" (jak zapewniał mnie profesor Macieja).

Porównajmy to ze stabilnością spółek, do których porównuje Orlen prezes Krawiec. MOL - Prezes Zsolt Hernádi (47 lat) w zarządzie od 1999 roku. Od 2000 r. - prezes zarządu. OMV - Wolfgang Ruttenstorfer, wcześniej wiceminister finansów, ale na fotelu prezesa już od 2000 roku. A stabilność personalna odbija się na stabilności strategii.

Obie spółki środkowej Europy mają stabilne strategie, które uchwalane co 5 lat, są potem wykonywane i rozliczane. Orlen przez ten czas ma co roku nową strategię! W 2005 r. - cięcie kosztów, w 2006 r. - wydobycie ropy, w 2007 - inwestycje w rafinerię Możejki. Czy 2008 rok będzie oznaczał powrót do wydobycia ropy?

Efekt? Prezes Krawiec: "Na początku 2004 roku OMV, MOL i Orlen miały podobną kapitalizację, ok. 10-11 mld zł (...). Dziś OMV wart jest ok. 50 mld zł, MOL 30 mld zł, a Orlen 12-13 mld zł."

 

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

= = =
Zobacz: Wywiad w TVN CNBC

Polecam także:
- dość leciwe już porównanie: Orlen i MOL
- o wcześniejszej strategii Orlenu: "Nowa strategia Orlenu? Raczej polityczny sygnał"

Komentarze (1)
Ceny w dół, pierwszy hedge fund się przewrócił
 Oceń wpis
   

Rola funduszy hedgingowych w kreowaniu ceny ropy była przedmiotem szerokiej dyskusji. Tak w mediach, jak i w amerykańskim Kongresie i Senacie. Pisałem o tym kilkakrotnie (polecam dział ceny, koszty) oraz wykład z Zakopanego ("Ceny ropy naftowej - dlaczego tak rosną?"). Dzisiaj mamy pierwszy przypadek, gdy fundusz hedgingowy, potężny inwestor z branży energii i giełdy towarowej - przewrócił się na swoich grach w commodities.

cytuję: IHT
The hedge fund manager Ospraie Management has said that it will close its flagship fund after it plunged 27 percent in August on losses in energy, mining and natural resources equity holdings, in one of the biggest ever closures of a commodities-focused hedge fund.

27% strat w sierpniu! 38,6% od początku roku. Wynik imponujący. Pozwalający inwestorom natychmiast wycofać pieniądze, więc potężny inwestor w branży energetycznej i wydobywczej - zamknął fundusz. Zwróci inwestorom kapitał - 40% do końca września, 40% do końca roku, a pozostałe 20% nie jest płynne, więc zwrot zajmie do 3 lat.

Indeks Standard & Poor's GSCI (24 commodity futures) spadł w lipcu i sierpniu o 18%, głównie tracąc na ropie naftowej i jej produktach.

Generalnie jest zły czas dla funduszy hedgingowych. Spadające rynki powodują straty, a rynki towarowe (tak przecież niewielkie w porównaniu do rynku akcji nie dostarczają już zabezpieczenia przed stratami na głównych rynkach. Wtedy w inwestorach finansowych wydziela się adrenalina i zachowują się jak rekiny, gdy poczują krew - rzucają się do wyprzedaży swoich papierów, żeby zdążyć przed konkurencją. To może się przyczynić do dalszych spadków ceny ropy naftowej i innych commodities. Fundusze będą uciekać ze swoich inwestycji w papiery towarów i cena może spadać znacząco dalej, co wywoła efekt kuli sniegowej.

Warto wrócić tutaj do majowych zeznań Michaela Mastersa, portfolio manager funduszu inwestycyjnego, przed amerykańskim Senatem. Zwracał on uwagę, że ustanawiając zasady obrotu towarowego, amerykański Kongres w Commodity Exchange Act z 1936r. ograniczał możliwości nadmiernych inwestycji spekulacyjnych w rynki towarowe. Niestety, Commodities Futures Trading Commission dopuściła do obejścia limitów inwestycji spekulacyjnych, otwierając spekulantom praktycznie nieograniczony dostęp do operacji futures. Banki nie były klasyfikowane jako "non-commercials", gdy hedgowały transakcje swapowe over-the-counter. Otworzyło to lukę ("swap loophole") dla niegraniczonej spekulacji. Jeśli inwestor spekulacyjny chciał kupić papierów na ropę za 500 mln$, na co nie pozwalały ograniczenia udziału pozycji spekulacyjnych, zawierał transakcję swapową z bankiem, który kupował za 500 mln$ na rynku commodity futures.

Jak kiedyś pieniądze napływały na rynek towarowy i nawet indywidualny drobny inwestor mógł sobie kupić udziały w indeksie inwestycji towarowych, tak teraz pieniądze uciekają z rynku. Szczególne znaczenie ma wycofywanie się wielkich graczy (np. "funds of funds", które wycofują pieniądze, gdyż wielkie korporacje finansowe także potrzebują środków na pokrycie strat).

Patrząc bowiem na zachowanie rynków ostatnimi czasy, to nie przejmowały się one najmocniejszymi nawet sygnałami podażowymi. 6 sierpnia wybucha rurociąg BTC - 1% światowej ropy nie dociera na rynek - cena spada ("Płonący rurociąg, wojna... a ceny nic, spadają"). Ostatnio huragan Gustav, po którym rynki odetchnęły z ulgą i... ceny dalej spadały. A przecież Gustav wyłączył z wydobycia prawie całą Zatokę Meksykańską (88% ropy i 74% gazu), czyli 1,1 mln baryłek dziennie nie płynie na rynek. 1,2% światowego wydobycia znika z rynku, a ceny spadają. Idzie zaniemówić. I jak łatwo informacje medialne przechodzą do porządku dziennego nad taką anomalią.


źródło: WTRG

Podobnie z zapasami. Zwykle, kiedy zapasy rosły - cena szła w dół. Zapasy spadały - cena w górę. Ostatni tydzień nie potwierdził tej zasady. Dane EIA z środy zaskoczyły analityków, przepowiadających wzrost zapasów o 2000 tys. baryłek. Spadły 10 razy tyle - o 1,9 miliona baryłek. Cena też spadła!

Teraz inne czynniki są dużo ważniejsze - wzmacniający się dolar odciąga inwestycje z commodities na rynek walutowy. Obawy inwestorów o słabnący popyt także podcinają wiarę, że ropa będzie tylko drożała i warto w nią inwestować na dłużej. Popyt spada, ceny również - czas uciekać z pieniędzmi.

A to są najważniejsze dzisiaj informacje: "Fundusze hedgingowe uciekają z rynku na wielka skalę" - mówi analityk naftowy Jim Ritterbusch.

Czas na urealnienie ceny ropy naftowej. Nareszcie, być może będziemy płacić mniej, jeździć taniej, a bonanza naftowa dla producentów się skończy. Może tylko osłabnie. Choćby to. Miejmy nadzieję.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
 

 

Komentarze (1)