LNG z Kataru
 Oceń wpis
   

Podpisanie przez PGNiG wstępnej (nie wiążącej) umowy z handlową spółką Qatargas Operating Company Ltd. zmusza do zastanowienia się nad znaczeniem i możliwymi skutkami takiego ruchu.

1. Trzeba się na coś zdecydować. Rząd i PGNiG wciąż utrzymują otwarte możliwości importu gazu tak przez gazoport, jak i z połączenia rurociągowego ze złożami norweskimi. Jest to stan, który świadczy o braku realistycznego podejścia. Coś trzeba wybrać, gdyż obie opcje naraz nie są realne.

Wcześniej o tym mówiłem, ale teraz może ten mój głos nie zaniknie tak szybko, gdyż podobne zdanie ma były premier Jerzy Buzek, który przecież ma największe z polskich polityków doświadczenia w dywersyfikacji - udało mu się podpisać umowę z Norwegią i doprowadzić do kontraktu (jednak także nie wiążącego) na dostawy gazu z północy. Premier Buzek mówi:

cytuję: Puls Biznesu

Jego zdaniem, jednoczesna budowa rurociągu z Norwegii i z Danii po dnie Bałtyku do zasilania Polski w gaz ziemny i gazoportu “jest trochę przesadna z punktu widzenia ekonomii całego procesu”.”Jedno i drugie jest drogie. Będzie drogie i aż dwa wentyle bezpieczeństwa nie są nam chyba potrzebne. Wystarczyłby jeden. Rozumiem, że chyba odstąpimy od budowy gazociągu po dnie Bałtyku, albo też są wyliczenia PGNiG czy ministerstwa gospodarki, które mówią, że to się opłaca, że to w sumie należy tak działać. Ja pamiętam z własnych doświadczeń, że to nie bardzo było opłacalne. yle="color: red;">Albo rurociąg gazowy z Norwegii, albo gazoport“.

I choć losy rurociągu Skanled wiszą na włosku i problem może się sam rozwiązać, to jednak warto mieć na uwadze, że wszystkiego na raz nie da się osiągnąć.

2. Bezpieczeństwo - oby zbyt dużo kosztowało. To powtarzają nam ciągle politycy, twierdząc, że nam je zapewnią. Jednak po losie polskich stoczni ta pewność jest bardzo wątpliwa. Dlatego warto uważać, by decyzje miały jednak podstawy gospodarcze.

I tutaj premier Buzek radzi ostrożność: “choć dla bezpieczeństwa energetycznego warto ponosić koszty, trzeba je wyraźnie kalkulować. “Widocznie to się opłaca, jestem przekonany, że podjęto odpowiedzialne decyzje, podpisując tę umowę”. Pan premier jest przekonany, ale ja pozwolę sobie założyć, że nie jest tak do końca i nie przeanalizowano możliwych skutków takich działań (jeśli zakończą się kontraktem - o czym na końcu).

Otóż wiadomo powszechnie, że LNG z Kataru jest to drogi towar. Załóżmy taki scenariusz: PGNiG podpisuje kontrakt, zobowiązuje się do zakupu 10% polskiego popytu. Po cenach wyższych o 30% - 50%. Oczywiście URE musi wziąć pod uwagę taki fakt i podwyższyć ceny gazu dla odbiorców.

Marża PGNiG rośnie, co zachęca potencjalnych konkurentów, którzy widzą średniej wielkości rynek z dużymi zarobkami. Decydują się wejść na polski rynek (Wątpliwość: URE i politycy nie pozwolą? Odpowiedź: już dzisiaj Polska ma kłopoty z niewypełnianiem dyrektyw, ale jeśli utworzona zostanie europejska agencja regulacji energii… ta ochrona przed konkurencją zniknie).

Konkurencja może mieć dwa źródła tańszego gazu: wydobycie krajowe i import z Rosji. W obu tych obszarach PGNiG radzi sobie słabo - wydobycie krajowe spada, import coraz droższy. Konkurenci mają tańszy gaz, PGNiG ma wieloletnie kontrakty na drogi gaz. Wynik tej konkurencji jest łatwy do przesądzenia.

Nie życzę PGNiG losu polskich stoczni, ale jeśli nie będzie kalkulowały biznesowo, tylko ulegało politycznym naciskom i potrzebom polityków, by się czuć bezpiecznie (od Rosji) - to tak samo jak stoczni nie uratowali - nie uratują i polskiego gazowego potentata.

3. Rosjanie. Jak powszechnie wiadomo, podstawowym celem tych działań jest “uniezależnienie się od Gazpromu”. Pomijając nierealistyczność tego postulatu, warto pomyśleć, jaki skutek przynosi taka decyzja PGNiG wspierana przez polski rząd dla negocjacji z Rosją.

Krążyły w mediach tezy, że Rosjanie mogą obniżać ceny gazu dla Polski, by uniemożliwić powstanie konkurencji w dostawach. Taka hipoteza jest nietrafna. Gazprom kieruje się kalkulacją zysku. Wiedząc, że “uniezależnienie od dostaw z Rosji” to zamierzenie nierealne, może podnieść ceny, gdyż do tego zachęca go właśnie kontrakt na LNG z Kataru. Rosjanie widzą naszą polityczną determinację i nieliczenie się z kosztami. Rosjanie mają doświadczenia z negocjacji z 2006 roku. Sami doprowadziliśmy (przez starania o dywersyfikację) do sytuacji, gdy po zakończeniu kontraktu mogło zabraknąć w Polsce gazu. Kadry mieliśmy słabe, zmieniające się co kilka miesięcy. Negocjacje rozpoczęliśmy bardzo późno, co pogarszało naszą sytuację. I w końcu bardzo “dywersyfikacyjny” rząd Jarosława Kaczyńskiego z łatwością i po cichu przystał na podwyższenie ceny gazu dla Polski (setki milionów dolarów rocznie więcej dochodu dla Gazpromu), by uniknąć politycznej kompromitacji.

Wszystko to Gazprom pamięta. Dzisiaj dostaje sygnał, że z ceną się nie liczymy (stać nas na drogi gaz LNG). Ma wiele atutów w ręce. Jeśli nie zagramy rozsądnie - będzie nas to znowu bardzo drogo kosztować.

4. Nie martwmy się - to tylko gra wstępna. Pan premier Tusk już od listopada zapowiadał kontrakt z Katarem (choć zafrasowany przyznawał, ze drogi ten gaz…). Powtarzał minister Grad, w kwietniu… i jest. Pan każe - sługa musi. Co prawda nie kontrakt, ale wstępna, nie wiążąca umowa, ale kto tam się wyzna…

Dodatkowo dziennikarskie śledztwo redaktora Kublika ujawnia, że:

“umowa PGNiG z Qatargas nie jest przy tym wiążącą i określa tylko kilka ogólnych założeń ewentualnego kontraktu. Do kiedy jest ważne to ramowe porozumienie? - PGNiG milczy. Koncern nie chciał też odpowiedzieć, czy są jakiekolwiek ustalenia co do ceny gazu z Kataru.”

Czyli może nie do końca wszystko będzie tak źle. To tylko gra z przemożną polską potrzebą poczucia bezpieczeństwa, i choć “bezpieczeństwo zawsze kosztuje” - może uda się trochę taniej je zaspokoić.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

Więcej: rozmowa w Polsat News

Komentarze (0)
Rosjanie w MOL-u - Prima aprilis?
 Oceń wpis
   

Zakup 21.2% akcji węgierskiego MOL-a za 1,4 miliarda EURO został ogłoszony 1 kwietnia. Cena zakupu przekraczała dwukrotnie wartość giełdową akcji. OMV ogłosił, że na skutek porażki próby przejęcia węgierskiej spółki (Komisja Europejska narzuciła bardzo kosztowne warunki) naturalnym ruchem jest, że upłynnia akcje. SurgutNieftieGaz ogłosił oświadczenie o wielkich perspektywach rozwoju i współpracy i dużej synergii między firmami. Prezes MOL-a Zsolt Hernadi wyraził nadzieję, że nie jest to wrogie przejęcie i stwierdził, że spółka będzie dalej niezależna. Politycy wyrazili lekkie wyrazy zaniepokojenia i poproszono ambasadora Rosji, żeby wyjaśnił, o co tu chodzi.

Jednak już 8. kwietnia podano do wiadomości, że w zaplanowanym terminie przejęcie akcji się nie dokona. Pytanie, czy to Prima Aprilis? Data wybrana przypadkowo? Bo rzeczywiście - transakcja jest tajemnicza. To można powiedzieć z pewnością. Jednak nie można ocenić jeszcze tego przedsięwzięcia, gdyż nie wiemy jeszcze wszystkiego o tej transakcji.

Po pierwsze jest to niespodziewany i gwałtowny krok rosyjskiej spółki o potężnych zasobach gotówki (w odróżnieniu od zadłużonych Rosniefti i Gazpromu) i bardzo ekstrawaganckim i tajemniczym głównym właścicielu i menedżerze. Jego zachowanie na arenie międzynarodowej nie do końca stosuje się do reguł rosyjskiej sztuki dyplomatycznej. Jest to pierwszy przypadek akwizycji rosyjskiej w Europie, która nie była negocjowana z rządem. Dotąd nie było żadnego wrogiego przejęcia, choć obawy o takie zachowanie Rosjan można znaleźć w każdej gazecie.

Rosyjsko - węgierskie stosunki polityczne są w bardzo dobrym stanie. Niedawna wizyta premiera Ferenca Gyurcsány’ego zaowocowała umowami z Gazpromem, które prezes Hernadi podpisywał Alieksiejem Millerem.

MOL_Gazprom_jamestown_org.jpg

Zdjęcie to (dzięki stronie Jamestown.org) pokazuje podpisywanie porozumień między Gazpromem a MOL-em, między innymi o wspólnej budowie magazynów gazu na Węgrzech. Wydaje się, że tak istotnej informacji premier Putin nie zataiłby przed jednym z najlepszych partnerów rosyjskich w Europie. Po co narażać tak świetnie rozwijającą się współpracę?

Zapowiedź zakupu akcji MOL-a wywołała dużą falę zaniepokojenia, wręcz polityczno-medialna burzę. Ciekawym przykładem tego jest artykuł redakcyjny w “Financial Times” pod tytułem “Energetyczne gry” (”Energy games”)

cytuję: The Financial Times

Just when it seemed as if the European Union was finally getting its act together on a common energy policy, along comes a member state and throws a bucket of sand into the machine.[...] the strategic impact is worrying. The EU has long tried to cut its dependence on Russian energy imports, principally of gas. [...] The answer lies in diversification of external supply and creation of a real internal energy market, with an EU-wide pipeline network, so gas-rich countries can, when necessary, supply the gas-poor. The ideas were agreed a long time ago. The problem has been implementation, with Russia doing its best to break the consensus by giving Germany and other big western European clients juicy bilateral deals.

Russian investments in EU energy are welcome as they can boost co-operation between suppliers and consumers. But they must not come at the price of undermining EU energy security.

The OMV deal, which was struck without telling Mol, raises precisely this risk.

Brussels must make clear it takes a dim view of deals that may undermine its overriding commitment to energy security. In energy, EU solidarity really matters.

The Financial Times

Już się wydawało, że Unia zacznie działać jednolicie w sprawach polityki energetycznej, , a tu jeden z krajów członkowskich sypnął piaskiem w tryby.

Wymiar strategiczny jest niepokojący. EU długo starała się zmniejszyć swoją zależność od importu surowców energetycznych z Rosji, głównie gazu. [...] Odpowiedź leży w dywersyfikacji zewnętrznych dostaw. [...] Sprawy były uzgodnione już dawno temu, problem leży w ich wprowadzeniu w życie. gdyż Rosja robi wszystko, by złamać ten consensus przez dawanie Niemcom i innym wielkim klientom z zachodniej Europy lukratywnych kontraktów.

Bruksela musi jasno dać do zrozumienia, że ma złe zdanie o interesach, które mogą podważyć nadrzędne zobowiązanie do bezpieczeństwa energetycznego. W sprawach energii, solidarność europejska ma szczególne znaczenie.

Te ostatnie zdania brzmią, jakby wygłaszano je w Warszawie, upominając Unię za jej brak “twardego stanowiska” i “solidarności energetycznej”. Głos europejskiej opinii publicznej jest po naszej stronie.

Politycy węgierscy zareagowali także poważnie, opozycja oskarżyła rząd, że to “albo agent Rosji, albo ostatnie cielę”. Rosjanie wyrazili zdziwienie całym wydarzeniem i nie komentowali.

Przejęcie MOL-a nie udało się austriackiemu OMV z powodu bardzo dobrego zabezpieczenia się przed zmiana właściciela rzez zarząd węgierskiej spółki, a głównie przez prezesa Hernadi. Dlatego wejście Surgutnieftiegazu nie miało wielkiego znaczenia dla zarządzania, gdyż pakiet MOL-u nie dawał rosyjskiemu koncernowi możliwości wpływu na decyzje operacyjne ze względu na ograniczenia praw. Zarząd spółki zapowiedział natychmiastowe zaostrzenie ograniczeń wpływu nowych inwestorów na spółkę, an przykład poprzez obowiązek ujawnienia właściciela spółki przy osiągnięciu 2% akcji.

Zarząd się broni, ale jego siły się wyczerpują. Bardzo ważne rzeczy na ten temat powiedział Jakub Zidon - analityk Erste w dzień przed ogłoszeniem przejęcia przez SurgutNieftieGaz akcji MOL-a z rąk OMV.

cytat: Portfolio

“MOL was singled out many times in the past as the best equipped firm among its peers - due to its heavy exposure to the downstream, upstream and gas businesses - to survive the volatile situation on the markets. However, the high share of middle distillates in its product portfolio is not an advantage, if economic conditions further deteriorate margins (diesel margins are falling sharply from their solid 2008 levels),” Zidon added.He pointed out that the basis for the company’s unique diversification was built many years ago and he now thinks that MOL’s corporate development has stalled recently and he sees an absence of potential triggers for the long term.

MOL był wiele razy wskazywany jako firma odporna na gwałtowne zmiany sytuacji, gdyż jej aktywa w wydobyciu (upstream), przerobie (downstream) i gazie - dawały jej dobre narzędzia obrony przeciw kryzysom. Jednak wysoki udział średnich destylatów w produkcji nie będzie przewagą w sytuacji, gdy ich marże tak ostro spadają.

Zwrócił uwagę, że baza unikalnej dywersyfikacji został zbudowana wiele lat temu i ostatnio rozwój korporacyjny nieco się zatrzymał i nie widać żadnych impulsów rozwoju długoterminowego.

Portfolio.hu

To akurat przed nabyciem akcji. Interesujące, strategiczne spostrzeżenia, które mogą wyjaśniać nieco tło tego zagadkowego zakupu. Rynek (inwestorzy) ocenił transakcję bardzo pozytywnie, akcje MOL-a skoczyły w górę. Akcje SurgutNieftieGazu spadły - normalne przy tego typu transakcjach.

Jednak coś chyba nie było tak, jak trzeba. Transakcję “opóźniono”, pytanie czy w ogóle dojdzie do skutku. Nie była ona dobrze przygotowana od strony politycznej, ktoś z dobrze zgranej rosyjskiej orkiestry wyszedł przed szereg. Ciekawe co będzie dalej.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl
- - -
Lekko skorygowane logo węgierskiego koncernu MOL dzięki portalowi realdeal.hu

 

Komentarze (0)
Orlen – sprawy kadrowe i płacowe
 Oceń wpis
   

Wiadomości ostatnich tygodni z Orlenu koncentrowały się na sprawach kadrowych i płacowych. 1 kwietnia ma zacząć obowiązywać nowy system zaszeregowania pracowników.

W PKN wchodzi w życie nowy system zaszeregowania pracowników. Dla wielu z nich oznacza on degradację. [..] układ zbiorowy, który w listopadzie ub.r. z władzami spółki podpisały związki zawodowe […] jest stopniowo wprowadzany w życie. Zakłada m.in. ujednolicenie systemu zatrudniania, oceny i premiowania pracowników (dotychczas działały różne systemy, inny był w spadku po Petrochemii, inny po CPN). Likwiduje on też ponad 800 funkcjonujących w firmie stanowisk i wprowadza 50 grup zaszeregowania.
wnp.pl

Pracownicy w kryzysie mają gorzej. Zwyczajna rzecz. Dobrze że po 10 latach od połączenia Petrochemii z CPN-em rozpoczęto likwidację różnic między byłymi pracownikami tych dwóch wielkich, połączonych ze sobą struktur.Wcześniej już związki zawodowe wszczęły spór zbiorowy z zarządem, przypominając, ze mówił o „papierowej stracie”. W jego efekcie załoga otrzymała doroczne nagrody, jednak

[...] dwa główne związki zawodowe zaakceptowały porozumienie w sprawie wskaźnika wzrostu płac na rok 2009, wynoszącego 0 proc. [...] w 2007 roku wynegocjowany wskaźnik wzrostu przeciętnego wynagrodzenia wyniósł 9,5 proc.. strony zgodziły się na utrzymanie tradycyjnie wypłacanych co roku świadczeń takich, jak nagrody jednorazowe: Wielkanocna w wysokości 500 zł, z okazji Dnia Chemika 3000 zł i Bożonarodzeniowa 500 zł oraz nagroda jubileuszowa z okazji 10-lecia istnienia koncernu w wysokości 1500 zł. Łączna suma świadczeń wyniesie 5500 zł na każdego pracownika. Wspomniane nagrody nie będą przysługiwać wyższej kadrze menedżerskiej koncernu.
wnp.pl

Premier Pawlak na spotkaniu w Płocku pokazywał, jakie są przyczyny tak głębokich problemów Orlenu, sięgających także pracowników:

W przypadku polityki Orlenu przypomina mi się dowcip o tym, jak wnuk przychodzi do dziadka ze skarbonką i chwali się tym, ile udało mu się zaoszczędzić. A stary człowiek mu odpowiada: “ty się nie ucz oszczędzać, ucz się jak zarabiać”. - Orlen potrzebuje całościowej strategii i tu najważniejsze pytanie dotyczy inwestycji w Możejkach. O ile Unipetrol przynosi pozytywne efekty i dysponuje infrastrukturą pozwalającą na dostawy ropy przez Adriatyk, to Możejki już nie. Rafineria powinna być zaopatrywana w ropę rurociągiem. Nie jest, zamiast tego przywozi się do niej ten sam rosyjski surowiec morzem. Naturalne, że rentowność zakładu spada - tłumaczył Waldemar Pawlak.

- Jeśli Orlen przeorganizuje produkcję, to może zwolnienia w Płocku nie będą potrzebne.

Premier przyznał, że ma sygnały, iż zmiany kadrowe w PKN sięgają kadry inżynierskiej, która odpowiada za produkcję. A są to ludzie “wymagający szacunku”.

Gazeta Płock

Jednak szeregowi pracownicy i niższa kadra kierownicza Orlenu to oaza stabilności w porównaniu ze zmianami, jakie zachodzą na wyższych stanowiskach. Więcej informacji na ten temat przyniósł Parkiet.

Niespełna rok po gruntownej zmianie w składzie zarządu Orlenu (z poprzedniej ekipy pozostała tylko jedna osoba), w płockim koncernie wymieniono również ponad połowę średniej i wyższej kadry dyrektorskiej. Asumpt do rotacji dało wygaśnięcie pod koniec zeszłego roku trzyletnich kontraktów 60–70 kluczowych menedżerów płockiego koncernu [..] władze Orlenu zdecydowały się odnowić kontrakty z mniej niż połową dyrektorów! Co więcej – im wyższy szczebel, tym więcej zmian personalnych wprowadzono. W strukturze płockiego koncernu jest blisko 50 stanowisk tzw. dyrektorów biur - […] wymieniono około połowy ich obsady. Zmieniło się również aż kilkunastu z niespełna 20 tzw. dyrektorów wykonawczych Orlenu. […] stosunkowo najmniej zmian było w pionie produkcyjnym, a najwięcej – w finansach i w pionie dyrektora generalnego.

Wymieniono m.in. dyrektora wykonawczego ds. sprzedaży detalicznej – Williama Kozika zastąpił Marek Podstawa. Annę Walczowską na stanowisku dyrektora wykonawczego ds. marketingu zastąpił Leszek Kurnicki. Nowym dyrektorem wykonawczym ds. kadr został Arkadiusz Kawecki, szefem biura prawnego (również w randze dyrektora wykonawczego) – Bogdan Dzudzewicz, a dyrektorem wykonawczym ds. zakupów – Jacek Czapliński. W gronie nowych dyrektorów biur znaleźli się zaś m.in. Tomasz Gryguć, Karol Kuch oraz Zbigniew Żuk.
Parkiet

Oczywiste jest, że zmiany kadrowe są konieczne. Bez nich zapanowałby marazm, wzmacniany dominującą pozycją PKN Orlen na rynku i wieloma barierami, które chronią przed konkurencją. I tu warto przypomnieć, że grupa spółek Orlen przerabiając 28 mln ton ropy (2008r.) zatrudnia 24 tysiące osób (2007r.), natomiast spółka PetroPlus, zarządzająca 8 rafineriami, przerabiającymi 40 mln ton ropy, zatrudnia 3 tysiące.Jednak zmiany zachodzą w polityce kadrowej Orlenu nie tylko na stanowiskach pracowniczych. Jeśli przyjrzeć się samemu zarządowi czy stanowisku prezesa, to jest to wyjątkowo niestabilna kadrowo firma. Od 1999 r. (debiut na giełdzie) Orlen miał 8 prezesów.

2009_Orlen_Plock_20marca_2009.gifslajd z wykładu “Orlen - o wynikach 2008r.”

Jeśli sytuację porównać z koncernami, z którymi często porównuje się Orlen, to widać, że gospodarka zasobami ludzkimi na najwyższych szczeblach jest wyjątkowo marnotrawna. W Orlenie było 8 prezesów (Konrad Jaskóła już nie był prezesem w czasie debiutu giełdowego, natomiast w MOL czy OMV (a także w Grupie Lotos) zarządzają spółkami te same osoby.

Czynnikiem najbardziej istotnym jest przygotowanie fachowe prezesów spółek. W czasie obecności spółki na giełdzie jedynie prezes Heydel miał doświadczenie branżowe. Poza nim żaden z prezesów takiego nie miał. Wielu z nich nie miało także doświadczenia menedżerskiego. Jednak taka sytuacja ma w Polsce utytułowanych zwolenników, czego przykładem jest choćby krytyka mojej opinii przez profesora Macieję („Czy nafciarze potrzebni są w Orlenie”).

Ostatnie zmiany władz spółki wywoływały duże zainteresowanie, gdyż Platforma Obywatelska, która zawiesiła prezesa Piotra Kownackiego, nominowała Wojciecha Heydla najpierw jako p.o., a później wygrał on konkurs na to stanowisko. Jednak bardzo szybko zastąpiony został przez nowego prezesa - Jacka Krawca. O ścieżce kariery i koneksjach aktualnego prezesa spółki pisze Marek Czarkowski:

cytuję: Przegląd

Prezes PKN Orlen, Dariusz Jacek Krawiec, prywatnie brat wpływowej minister w Kancelarii Prezydenta RP Małgorzaty Bochenek, po raz pierwszy pojawił się na szerszych wodach w 1998 r. jako reprezentant japońskiego funduszu inwestycyjnego Nomura. Zasiadając w Radzie Nadzorczej Impexmetalu, wziął udział wspólnie z przedstawicielami skarbu państwa w usunięciu ówczesnego prezesa spółki Edwarda Wojtulewicza. Potem sam zajął jego stanowisko. […] Media kojarzyły go z osobą wszechwładnego ministra spraw wewnętrznych Janusza Tomaszewskiego. Po jego upadku w wyniku fałszywego oskarżenia o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa fotel stracił też Krawiec.

Ponownie obecny prezes PKN Orlen wypłynął w 2002 r., obejmując na krótko stanowisko prezesa Elektrimu.

Po czym nastąpiła przerwa. W marcu 2005 r. Paweł Wroński na łamach „Gazety Wyborczej” pisał, że ówczesnemu szefowi klubu Platformy Obywatelskiej, Janowi Rokicie, w kwestiach ekonomicznych doradzają „specjaliści od gospodarki Jarosław Kochaniak i Jacek Krawiec”. [...]

Ale Platforma wybory przegrała i przyszło mu zadowolić się posadą prezesa spółki giełdowej Action, z której odszedł 25 marca 2008 r. Media podały, że podjęcie decyzji ułatwiła mu obietnica prezesury Orlenu. Chwilowo Krawiec został członkiem rady nadzorczej tej spółki.

Od razu doszło do konfliktów między nim a zwycięzcą konkursu na stanowisko prezesa Wojciechem Heydlem. 18 września 2008 r. Heydel zrezygnował z funkcji, nie chcąc kopać się z koniem. Gabinet po nim objął Krawiec. Była to trzecia w tym roku zmiana na szczytach władzy w spółce.
Przegląd

Widać jak na dłoni preferencje partii obsadzających stanowiska w wielkich spółkach. Ale skutki są nie najlepsze. Taka rotacja kadrowa nie sprzyja realizacji planów długofalowych. Wszelkie strategie Orlenu, jeśli patrzeć na nie w perspektywie wielu lat potrzebnych na ich realizację – nie mają szans na realizację. Za rok, dwa, gdy zmienia się partia u władzy, lub gdy w tej samej koalicji rządzącej dochodzą do głosu inne siły - przychodzi nowy prezes, zmienia się znaczna część zarządu, i zmieniają się plany. Politycy nominujący prezesów mają różne priorytety, więc plany zakupu rafinerii lub inwestycji w wydobycie są raczej wynikiem pomysłów politycznych niż strategii wynikającej z sytuacji na rynku i możliwości spółki.Istota problemu tkwi we własności spółki.

Pomimo tego, ze jest to spółka formalnie prywatna (o czym informowała w ogłoszeniach prasowych w czasie walk o prezesów w lecie 2004r.) realnym właścicielem jest państwo. Stąd problemy spółki. I choć jest wiele możliwości zapewnienia sobie przestrzegania warunków, które są dla państwa istotne, to Polska wybrała najgorszy model – ręczne sterowanie. Problemy polskich spółek naftowych wynikają przede wszystkim z tego.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

Komentarze (0)