Ceny ropy? Patrz na akcje i pieniądze
 Oceń wpis
   

 Pytanie, od czego zależą dziś ceny ropy, jest coraz bliższe odpowiedzi . W klasycznej odpowiedzi, można przytoczyć czynniki popytu i podaży, czyli tzw. fundamentów. Ale to wyjaśnienie od dawna nie działa, ponieważ korelacja między cena ropy a poziomami popytu (konsumpcji na wielu rynkach) i podaży (produkcji, stanów zapasów magazynowych) jest bardzo słaba.

Od dłuższego czasu już analitycy OPEC pokazują dowody na inne wyjaśnienie ruchów cen ropy. Podstawowym czynnikiem w zmianach cen są rynki finansowe. Oto korelacja między cenami akcji (Standard & Poor 500 Index) a cenami ropy (NYMEX WTI Futures) w tym roku.
Ceny_ropa_WTI_S&P_Index_OPEC_05--2010.jpg

Jasno widać, że zbieżność ruchów cen ropy i notowań akcji jest bardzo wysoka.

Drugim istotnym czynnikiem, który określa ruchy cen ropy jest aktywność menedżerów funduszy hedgingowych (money managers), którzy zajmują długie lub krótkie pozycje. 9 kwietnia, gdy "net long positions" zarządzających pieniędzmi menedżerów wynosiła 187 tys. - cena podniosła się do rekordowych 86 $/bbl.
Ceny_ropa_WTI_Money_Long_Positions_OPEC_05-2010.jpg

Z danych, które publikuje obecnie CFTC, wynika, że w ubiegłym tygodniu fundusze szybko pozbywały się papierów (Futures and options) naftowych. W ciągu tygodnia net long positions zmniejszyło się do 89 tysięcy, czyli o 32% - najszybsze tempo spadków w tym roku.

Cena ropy spadła od 3 maja ($87,15) do 72,52 w dniu 18 maja i dalej spadają (cena zamknięcia piątek ($70,46).

Wall Street wyszła z rynków ropy. Na chwilę? Na dłużej? Jak będzie kolejny sygnał ożywienia gospodarczego - wejdą znowu?

Oczywiście te operacje odbywają się w pewnym otoczeniu, które umożliwia taką aktywność finansową i powoduje wskazywane tutaj rezultaty. Na rynku gazu ziemnego rezultaty układają się zupełnie inaczej (wykład "Ceny ropy i gazu a koniunktury branżowe (SII Lublin)").

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

 

 

Komentarze (2)
Rosyjski gaz - znowu perturbacje
 Oceń wpis
   

 Wraca temat polsko-rosyjskiego porozumienia gazowego. Redaktorzy Polskiej Agencji Prasowej zestawili opinie na ten temat. Wśród nich - moją.

Eksperci o wyjaśnieniu wątpliwości KE do umowy gazowej

Wątpliwości Komisji Europejskiej dot. umowy gazowej z Rosją muszą zostać wyjaśnione przed jej podpisaniem - uważa Paweł Nierada z Instytutu Sobieskiego. Z kolei zdaniem niezależnego eksperta Andrzeja Szczęśniaka, pytań KE nie należy traktować jako zastrzeżeń.

"Należy się cieszyć, że być może dzięki regulacjom europejskim umowa z Rosją w obecnym kształcie nie będzie mogła zostać zawarta" - powiedział we wtorek PAP Nierada. [...]

Innego zdania jest niezależny ekspert paliwowy Andrzej Szczęśniak, który uważa, że Komisja Europejska nie ma zastrzeżeń do umowy gazowej z Rosją, tylko prosi o informacje, tak jak w przypadku innych umów międzynarodowych. Po drugie - zainteresowanie Komisji jest wywołane przez polskich europosłów. "To walka w rządzie oraz między rządem, a opozycją, która ze szkodą dla Polski przeniosła się na forum europejskie" - powiedział.

Szczęśniak ocenił, że KE "z zasady" nie podważa umów zawartych przed wstąpieniem do Unii Europejskiej. Zwiększenie dostaw gazu do Polski ma się odbyć na zasadzie aneksowania porozumień międzyrządowych z lat 90. oraz kontraktu między PGNiG a Gazpromem. "Planowane zmiany w porozumieniach z 1993 oraz 1996 roku, takie jak ustanowienie niezależnego operatora systemowego dla gazociągu jamalskiego, idą w stronę rozwiązań unijnych" - zaznaczył.

[...]

Zdaniem Szczęśniaka, Gazprom nie potrzebuje polskiej infrastruktury przesyłowej na własność. W jego ocenie, ustalenie zysku i akcjonariatu EuRoPol Gazu to ze strony Rosjan "krok w kierunku zabezpieczenia sobie spokojnego tranzytu w razie zmian politycznych".

"Rosjanie tworzą bezpieczny, trudny do zmiany układ, który gwarantuje stabilne funkcjonowanie EuRoPol Gazu" - powiedział Szczęśniak. Przyznał jednocześnie, że ustalony zysk EuRoPol Gazu, a tym samym polskie stawki przesyłowe, są niskie w porównaniu do innych krajów. "Z drugiej jednak strony, gwarantują konkurencyjność przesyłu przez Polskę w porównaniu do Nord Streamu (gazociągu do Niemiec po dnie Bałtyku -PAP)" - zauważył ekspert.

całość: PAP

Kilka zdań uzupełnienia. Stwierdzenia o "zastrzeżeniach", "zgłaszaniu wątpliwości" padają ze strony najważniejszych dziennikarzy, gdy rzeczywistość wygląda trochę inaczej:

Ministerstwo otrzymało list KE dotyczący porozumienia Gazpromu, Gazprom Exportu, PGNiG oraz EuRoPol Gazu. Komisja, opierając się na publikacjach prasowych i komunikatach PGNiG, prosi o przekazanie szczegółów związanych z porozumieniem w celu oceny jego zgodności z prawem wspólnotowym - poinformowała "Gazetę" Magdalena Gawlas z biura prasowego resortu gospodarki.

Warto przypomnieć, że sprawa toczy się ślamazarnie po naszej stronie. Ciągle nie ma jasności i pewności, są za to spory i podchody wewnątrz rządu (a wcześniej Prezydenta, nie mówiąc już o opozycji). Objawem tego jest choćby wypowiedź premiera Pawlaka, który w poniedziałek 26 kwietnia zapowiadał, że:

będzie chciał przedstawić informację o szczegółach tego porozumienia, wraz z pełną dokumentacją, kandydatom na prezydenta poszczególnych ugrupowań parlamentarnych. "W tej sprawie poinformuję pana marszałka Bronisława Komorowskiego, Jarosława Kaczyńskiego, jeśli będzie kandydował, oraz pana Grzegorza Napieralskiego”.

Ocenił, że do spotkania informacyjnego mogłoby dojść jeszcze w tym tygodniu.

"W tej chwili pojawiają się wątpliwości na podstawie informacji prasowych ze strony instytucji europejskich" - powiedział Pawlak w czwartek w radiowej Trójce, odnosząc się do umowy gazowej. "Oczekujemy, żeby instytucje europejskie wskazały, gdzie ten gaz można kupić i jak można kupić. Nie może być takiej sytuacji, że podpiszemy taką umowę, a ktoś będzie to kwestionował" - dodał.

Polska Agencja Prasowa

Premier Pawlak przyjął strategię, która ma go uchronić przed losem premiera Leszka Millera, któremu przyklejono na czole łatkę tego, który zdradził dywersyfikację i "nie zrealizował kontraktu norweskiego". Politykom z takimi łatkami się trudno żyje, więc rozumiem szefa PSL-u startującego w wyborach, wcześniej przecież "ubrano go" w sprawę J&S Energy. Ale cała sytuacja jest kompromitująca dla Polski na arenie międzynarodowej.

Jednak jeszcze bardziej nas kompromituje fakt, że polscy euro-deputowani, zajmujące bardzo wysokie stanowiska w unijnym parlamencie, po prostu donoszą do władz Unii na rządowe decyzje. I to nie posłowie opozycji, nie. Posłowie z Platformy Obywatelskiej. Jacek-Saryusz Wolski (szef klubo PO-PSL):

umowa "prawdopodobnie gwałci prawo europejskie", bo nie przewiduje swobodnego dostępu do gazociągu tranzytowego przez Polskę - powiedział w ostatni poniedziałek (15 marca) na konferencji prasowej europoseł Jacek-Saryusz Wolski (PO).

Gazeta

O tym, że podjęta przez polski rząd decyzja "prawdopodobnie gwałci", (bo przecież pan Poseł nie wie tego na pewno) informuje polski euro-deputowany na specjalnie zwołanej konferencji. Mhm...

Europejczycy, a szczególnie Niemcy zarządzający sprawami energetycznymi Europy, muszą mieć niezły ubaw, patrząc, jak Polacy nawzajem się wykańczają, a europosłowie donoszą na decyzje własnego rządu. Polska anarchia. Mamy tu długie tradycje. Nie wiem, czy należy się z tego cieszyć.

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

Komentarze (2)