Zapomnijmy o elektrowni jądrowej na 20 lat
 Oceń wpis
   

 Jak mawiała premier Thatcher: "Unexpected happens". To jest hasło przewodnie mojegowykładu o bezpieczeństwie energetycznym i jak widać, dobrze dobrane.

Wybuch w japońskiej elektrowni atomowej jest czymś, co trudno było sobie nam wyobrazić jeszcze tydzień temu. Dzisiaj wybuchają kolejne bloki w elektrowni Fukushima I. Konsekwencje tych wybuchów na dzisiaj dla otoczenia są na szczęście niewielkie (mieszkańcom w okolicy 20 km kazano przebywać w domu). Jednak konsekwencje dla przyszłości sektora jądrowego będą katastrofalne. Zapomnijmy o "nuklearnym renesansie",zapomnijmy o elektrowni jądrowej w Polsce na najbliższe 20 lat

 

Japonia_Nuclear_wybuch.jpg

 

Ten obrazek jest dzisiaj zapowiedzią tego, jak wielka fala obaw i graniu na strachu ruszy wtedy, gdy już katastrofę da się opanować. A przecież do jej opanowania jeszcze daleko, przed chwilą była trzecia eksplozja. Uspokajające prognozy (jeszcze w piątek główny specjalista w Centrum ds. Zdarzeń Radiacyjnych (CEZAR) oceniał, że "wszystkie bloki jądrowe, które znajdują się w strefie dotkniętej skutkami tego trzęsienia zostały wyłączone w sposób automatyczny. Nie ma też znamion, żeby wystąpiło tam jakiekolwiek zdarzenie radiologiczne" (PAP))

skutki dla przemysłu nuklearnego będą katastrofalneJednak skutki dla przemysłu nuklearnego będą katastrofalne. To wydarzenie bowiem to coś większego niż niewielki wypadek w elektrowni Three Mile Island a Czarnobylem (rosyjski). Niewielka awaria amerykańska w 1979 r. zablokowała praktycznie rozwój energetyki jądrowej w USA. Czernobyl przestraszył Europę na lata. Fukushima doda paliwa wszelkim ruchom ekologicznym i anty-nuklearnym. Te ruchy są coraz silniejsze dzięki przychylności mediów i polityków. Ich siła rżenia spowoduje, że każdy demokratycznie wybierany polityk będzie się bał bronić takiej energii i inwestycji w nią.

Oczywiście politycy starają się trzymać fason, wygłaszając w tonie urzędowego optymizmu zapewnienia, że "nic się nie zmieniło". Premier Tusk stwierdza:

"Uszkodzenia elektrowni jądrowych w Japonii nie wpłyną na proces przygotowywania do budowy pierwszej tego typu siłowni w Polsce. Polska nie leży na obszarze zagrożenia sejsmicznego i są możliwości techniczne i konstrukcyjne, by bezpiecznie wybudować elektrownię atomową w Polsce”.

(Rzeczpospolita).

Premier Tusk ma rację, nie żyjemy w strefie wstrząsów sejsmicznych. Ale żyjemy w strefie słabego państwa i polityki całkowicie nieskutecznej. Wystarczy przypomnieć, jak Jarosław Kaczyński, będąc premier, twardo mówił w lutym 2007:"Zatrzymanie budowy obwodnicy Augustowa, przecinającej Dolinę Rospudy, mogłoby stać się precedensem i zagrozić programowi budowy autostrad w Polsce" i jak w lipcu stwierdzał "w związku z protestami ekologów, polecił dokładne zbadanie tej sprawy". Słabość państwa wobec siły mediów i organizacji ponadnarodowych (a do takich trzeba już dzisiaj zaliczać ekologów) jest, by użyć klasycznego zwrotu, "porażająca".

Z drugiej strony będą działały siły wpływu wielkich firm posiadających technologię jądrową (w naszym przypadku francuska) i państw wspierających je i chroniących swoje miejsca pracy. Oni będą minimalizować wpływ tych wydarzeń i zachęcać urzędników państwowych, by odważnie zmierzyli się z wyzwaniami. Także możemy oglądać ciekawy spektakl.

Już dzisiaj spada wartość spółek zaangażowanych w ten biznes, rośnie wartość spółek nowej energii, drożeją akcje brytyjskiego giganta gazowego BG, który niedawno zwarł wieloletni kontrakt na dostawy gazu do japońskich elektrowni.

rozpocząć w Unii kanonadę w sprawie polskiego węglaMyślę, że plany są po to, by je korygować, kiedy przyjdzie chwila po temu. Dla polskiego rządu to świetna okazja, by rozpocząć w Unii kanonadę w sprawie polskiego węgla. Pakiet klimatyczno - energetyczny zabrał nam węgiel - trzeba go odzyskać. Jest świetna okazja.

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

Komentarze (5)
Inflacja inflacją, ale ile nas ta ropa kosztuje?
 Oceń wpis
   

 Powtarzane często jak zaklęcie hasło: "cenny ropy zwiększą inflację" wraca i teraz przy obecnym spekulacyjnym ataku na rynku derywatów. Gazeta Prawna pisze: "Ceny paliw idą w górę. Kierowców czeka droższe tankowanie". Jednak do konsumentów wyższe ceny ropy docierają nie wprost. Jest wiele czynników zakłócających ten wpływ. Jest kurs złotego do dolara, są marże rafineryjne, polska marża lądowa, marże dystrybucyjne. I w końcu podatki - najbardziej zakłócające obraz. Bo jeżeli dzisiaj cena ropy to 40% ceny benzyny, to nawet podwojenie ceny ropy podniesie ceny paliwa jedynie o 40% (dlatego uważam, że porównywanie procentowe jest błędne).

Z drugiej strony ta sama gazeta publikuje tłumaczenia z Financial Times pt.: "Ceny ropy zagrażają światowej gospodarce". Jednak jakie skutki będzie to miało dla świata - trudno dzisiaj zgadywać, inflacja czy recesja... to zależy od tak wielu okoliczności. Pewne jest jedno - ogromne pieniądze przepływają od konsumentów ropy do producentów.

W przypadku Polski jest podobnie, jednak nasi politycy czy dziennikarze tego nie zauważają. Pomiędzy globalnymi reperkusjami a portfelem kierowcy jest bowiem konkretna przestrzeń, w której dzieją się całkiem wymierne rzeczy. A traktowana jest , jakby jej nie było. Ot choćby bilans handlowy Polski.

Przyjrzyjmy się importowi ropy do Polski. Zakładając dla uproszenia, że od 3 lat importujemy 25 milionów ton rocznie (= 0,5 mln b/d) w równych ilościach miesięcznie, policzmy ile kosztuje Polskę import ropy w ciągu dwóch pierwszych miesięcy roku.

Średnia cena ropy Brent w styczniu - lutym:

  • 2009 - 43,4 $/bbl
  • 2010 - 74,9
  • 2011 - 100,4

Koszty importu ropy do Polski

  • 2009 - 1 280 mln $ $/bbl
  • 2010 - 2 210 mln $
  • 2011 - 2 962 mln $

Przy w miarę normalnych cenach na początku roku 2009 (średnia 43,4 $/b) Polska zapłaciła za import w ciągu dwóch miesięcy 1,28 miliarda dolarów. W ubiegłym roku ceny były szalenie zawyżone (średnia prawie 75 $), zapłaciliśmy więc ponad dwa miliardy dolarów (2,21 mld $). W tym roku przyszło nam zapłacić prawie trzy miliardy dolarów!.

I dla zwolenników tezy, że cena ropy jest powodowana jakimiś "kosztami", dodam tylko, że w lutym podatek eksportowy Federacji Rosyjskiej wynosił 47,5 $/baryłkę. Czyli połowę ceny ropy importowanej płacimy bezpośrednio do budżetu Rosji. Oprócz kilku drobniejszych podatków.

Także to są realne koszty cen ropy (dokładnie instrumentów finansowych opartych na ropie) dla Polski. Często powtarzam: "każdy dolar droższa ropa to pół miliona dolarów w Polsce mniej każdego dnia".

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

- - -

źródło cen: EIA, Europe Brent Spot Price FOB

 

Komentarze (2)