Czy prezydent Obama będzie wydobywał gaz z łupków?
 Oceń wpis
   

 Dowcipne powiedzenie premiera Pawlaka, że "prezydent Obama nie będzie za nas robił odwiertów" nie powinno zniechęcać naszych polityków do strategicznego ustalenia naszych interesów z amerykańskim prezydentem.

Przy okazji tej wizyty stają bowiem przed nami strategiczne pytania:

  • jakie są cele Polski w dziedzinie gazu łupkowego? i
  • jakie warunki powinniśmy stawiać prezydentowi Obamie?

Już stwierdzenie „stawiać warunki” może razić niektóre co wrażliwsze uszy, ale warto to tak twardo postawić. Zobaczmy an początek, jak polscy politycy widzą wyzwanie gazu łupkowego i czego mogą chcieć od amerykańskiego prezydenta.

Pierwszy cel to bezpieczeństwo energetyczne. Minister Sikorski mówi: „Gaz łupkowy może zmniejszyć zależność Polski i Europy od importu”.

To oczywiście cel polityczny, niezależność od dostawcy w biznesie jest jedynie narzędziem do utrzymania swoje pozycji i dochodów. W tym politycznym tonie brzmi też wypowiedź ministra Sikorskiego, że "Polska dzięki gazowi wzmocni swoją ogólną pozycję na scenie międzynarodowej brzmi już trochę groźniej". (“this is a great opportunity to strengthen our energy security as well as [Poland’s] position in general”)

Bliżej przedstawia sprawę Beata Stelmach, nowy wiceminister spraw zagranicznych, wcześniej prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. W artykule dla Gazety Wyborczej „Mamy kampanię czarnego łupkowego PR”. Pani minister pisze:

Współpraca energetyczna włączona została w ramy dialogu strategicznego, wzmacniając tym samym pozamilitarne znaczenie Stanów Zjednoczonych dla bezpieczeństwa Polski.

Czy jednak bezpieczeństwo Polski zwiększy się, jeśli kupimy amerykańską technologię elektrowni jądrowej? Raczej nie, ta technologia przeżywa trudne dni po Fukuszimie, gdzie to właśnie amerykański reaktor nie wytrzymał naporu sił natury, a w USA „renesans energii jądrowej” został zawieszony na kołku. Jedynym efektem będzie dalsze napięcie stosunków z państwami europejskimi, które jeszcze nam pamiętają zakup F-16 i przegraną Grippena i Mirage.

Co do wydobycia gazu pani minister odnotowuje miłą sercu sytuację:

„Polska znalazła się w samym sercu globalnej debaty dotyczącej niekonwencjonalnych zasobów gazu i w centrum zainteresowania zagranicznych inwestorów, analityków i mediów.”

Tak, uwielbiamy być „w sercu zainteresowania”, ale to tylko łechce naszą próżność, a tu lud woła, że drożyzna i pusto w garnku. Cóż więc z ekonomią? No niestety, nic.

Pozycja nasza w negocjacjach jest coraz słabsza, bo koncesje wszystkie prawie rozdane, polskie firmy nie mają tam największych udziałów. Tym elementem grać już nie możemy i jeszcze mamy delikatną sytuację związaną z koncesjami wydobywczymi, gdyż wg dzisiejszego stanu prawnego nawiązane zostało już coś w rodzaju zobowiązania do ich wydania tym, którzy dokonali prac poszukiwawczych. Sytuacja jak najbardziej słuszna, bo inaczej nikt nie wyrzuci kilkudziesięciu milionów dolarów, nie mając dużej dozy pewności, że dostanie koncesję na wydobycie.

Druga sprawa. - czy będziemy drugą Norwegią? Tak zapowiadał minister Sikorski. Według stanu na dzisiaj -nie będziemy. Strategia norweska to zachęcenie inwestorów do wydobycia, a jednocześnie połączenie polityki podatkowej państwa i budowy własnej firmy, mogącej zbudować swoją pozycję na zasobach gazu, a potem ekspandować na cały świat. Czy więc zbudujemy swój Statoil? Też raczej nie, bo w Polsce nasi politycy myślą tylko o bezpieczeństwie, nie widać więc chętnych do wprowadzenia mechanizmu, który uczyniłby z lokalnej firmy gracza światowej klasy. Tu trzeba trochę zaryzykować i konsekwentnie przeprowadzić. A to nie jest łatwe.

Pani minister pisze:

"Jest to również szansa dla polskich spółek posiadających lub ubiegających się o koncesje na poszukiwania gazu łupkowego. Podejmując współpracę biznesową z partnerami z zagranicy i korzystając z ich ekspertyzy, mogą one pozyskać nowe doświadczenia w dziedzinie zaawansowanych technologii i niezbędne know-how."

Szanse spółki mają i bez polityki rządowej. Ale taka propozycja nie daje mocnych pozycji w wyścigu o awans technologiczny. Bo jeśli politycy tego nie wywalczą, to dlaczego Amerykanie mieliby przekazywać swój dorobek? Będą go raczej chronić i sprzedawać drogo swoje usługi. Tutaj warto uczyć się od Chińczyków (już zaczęli wydobywać gaz łupkowy samodzielnie), którzy sami szybko przyswajają nowe technologie, uczą się (często niezbyt elegancko), a jak kupują elektrownię atomową od Arevy to z pełnym przekazaniem technologii. To robi rząd, a u nas firmy „mają szansę”...

Podatki w porównaniu z kimkolwiek mamy minimalne: za metr sześcienny gazu, który kosztuje około złotówki, wydobywający płaci ponad pół grosza (5,89 zł za tys.m3). Czyli pół procenta wartości. Szkoda tego porównywać z dzisiejszymi podatkami w Norwegii czy Rosji, ale warto przypomnieć, że czasach kolonialnego wyzysku na początku XX wieku państwa arabskie otrzymywały 8-12 % wartości wydobywanej tam ropy.

Polska polityka łączy sprawę gazu łupkowego z naszymi działaniami w Unii Europejskiej („Sytuacja ta stwarza także nowe perspektywy dla polityki energetycznej Unii Europejskiej w jej wymiarze zewnętrznym - priorytetu polskiej prezydencji”). Nie bardzo wiadomo, dlaczego, gdyż te sprawy są domeną państw członkowskich i nikt ani Francji nie zabroni zabraniać frakcjonowania, ani W Brytanii nie nakazuje zezwalać na szczelinowanie. Co jedno i drugie państwo zrobiło (każde swoje) bez pytania się Brukseli. A my zwykle tracimy nasze skromne siły na tematy, które mijają się z celem. Już nie mówiąc o naszych interesach.

I dalej:

„W wymiarze geostrategicznym obecność firm ze Stanów Zjednoczonych i innych państw zwiększy znaczenie Polski i całego regionu w architekturze stosunków transatlantyckich”.

Pytanie, czy kroi się europejsko-amerykański sojusz w łupkach? Jaki on będzie? Moja obawa jest następująca: z kursu polskiej polityki wynika, że możemy „sprzedać” gaz łupkowy za amerykańską obecność wojskową w Polsce. Polskiemu rządowi zależy (i to bardzo, o czym mówią ujawnione przecieki z amerykańskiej ambasady w Warszawie) na amerykańskich bazach. Zależy nam też na tym, by nie być zależnym od (czytaj: nie kupować) rosyjskiego gazu. Ale taka wymiana do garnka nich nie włoży, a doświadczenia z tarczą i wcześniejszym off-setem powinny nas już czegoś nauczyć. .

Bo hasło: „Gaz łupkowy zapewni Polsce więcej bezpieczeństwa niż F-16” jest nieprawdziwe. Po pierwsze dlatego,, że wydobycie gazu to przede wszystkim pieniądze, biznes, ekonomia, o której w Polsce ani słowa. I jeśli najbardziej znany polski amerykanista mówi: „jeśli największe amerykańskie kompanie zainwestują w Polsce setki milionów dolarów, same będą zabiegać o nasze bezpieczeństwo. Za darmo zyskamy w Waszyngtonie wpływowych lobbystów”, to chyba zachodzi nieporozumienie. Potężne amerykańskie kompanie będą dbać o własne zyski, a nie o nasze bezpieczeństwo. Jeśli nie ustawimy dobrze spraw, to zyskamy potężnych lobbystów, ale zabiegających o własne interesy (o co trudno mieć jakiekolwiek pretensje). I to tu, w kraju, a nie w Waszyngtonie. I nie będą oni dbać o stworzenie polskiego „funduszu bogactwa” na wzór norweski. Wręcz przeciwnie.

 

Komentarze (4)
Premier Tusk tropi wrogów gazu łupkowego
 Oceń wpis
   

 Premier Tusk w czasie pobytu w Gdańsku 13 maja powiedział:

"Już ja wiem, kto lobbuje przeciwko wydobyciu gazu łupkowego. Proszę nie mówić, że Europa. Tylko są ludzie, instytucje, interesy, które potrafią także w Europie stworzyć skuteczny lobbing. Ale my będziemy postępowali wedle własnego rozeznania"

Takie wypowiedzi z cyklu "widzę wrogów dookoła", "wiem, ale nie powiem" są standardem w naszej polityce. I to ponad partyjnymi podziałami. Zamiast tworzyć warunki do działalności obywateli, politycy tworzą atmosferę podejrzliwości i stygmatyzowania tych, którzy mają odmienne opinie, a nawet interesy. Można i tak, tylko że to ma wspólnego z powagą urzędu i wyzwaniami, przed jakimi stoi Polska wobec rewolucji gazu łupkowego.

Premier rządu nie powinien rzucać w powietrze podejrzeń, tylko odpowiedzieć sobie i obywatelom, na strategiczne pytania.

Po pierwsze, co będziemy mieli z tych łupków (o ile gaz da się wydobyć....) jako społeczeństwo. Bo dzisiejszy model nie daje im nic oprócz ekologicznych obaw i uciążliwości. Ani pieniędzy porównywalnych z modelem amerykańskim dla właścicieli gruntów (ok 20% wartości gazu pobiera właściciel gruntu jako royalty, ani jako społeczność. Tu przypomniałbym jedynie, że sto lat temu, w okresie kolonialnego wyzysku Półwyspu Arabskiego, podatki dla państwa wynosiły ok 12% wartości wydobytej ropy. Jakie są podatki na gaz?

Jaki model gospodarczy zastosujemy, czy będzie to jedynie szerokie otwarcie drzwi na zagraniczne firmy, które zagospodarują złoża. Na to się dzisiaj zanosi. Czy raczej stworzymy własny przemysł wydobywczy nasze rodzime surowce. powtarzając sukces Norwegii, która stworzyła od zera świetny przemysł naftowy - i jako zintegrowaną firmę Statoil i jako wiele przedsiębiorstw serwisowych. Ale Norwegia podjęła na samym początku strategiczne decyzje - zupełnie odmienne od polskich.

Nie mam ciętości pióra ani ochoty na przygryzanie Panu Premierowi. Świetnie to robi Robert Gwiazdowski i nie mam zamiaru go naśladować. Ważniejsza jest odpowiedź na powyższe strategiczne pytania. A zamiast tego z jednej strony jesteśmy ogłuszani coraz bardziej "optymistycznymi" szacunkami, na ile lat tego gazu starczy z polskiej,a nie rosyjskiej , ziemi, a z drugiej sianiem atmosfery podejrzeń przez premiera rządu. Sytuacja dość niepoważna.

Myślę, że spece od PR-u powinni ustąpić miejsca specjalistom od większych problemów niż słupki poparcia w sondażach. Bo już kiedyś ci specjaliści Premierowi polskiemu rządu podsuwali ploty z magla, które mogły działać tylko chwilę, ale wyglądały od początku niepoważnie: Premier Tusk mówił 6 listopada 2007r. o rurociągu Nord Stream:

Ten projekt nie był dobrze przygotowany i mam nadzieję, odbieram takie sygnały (...), że w najbliższym czasie gospodarze będą skłonni do głębokiej korekty.

[...]

kandydat na premiera stwierdził, że na podstawie informacji pochodzących od partnerów w basenie Morza Bałtyckiego można stwierdzić, iż w najbliższym czasie nieprzymuszeni przez nikogo gospodarze tego projektu będą skłonni do bardzo głębokiej jego korekty.

Tusk nie podał szczegółów, ale powołał się materiały, z którymi się zapoznał, a dotyczą one aspektów gospodarczych, finansowych, ekologicznych oraz politycznych. Z materiałów tych wynika jednoznacznie, że wątpliwości, sceptycyzm Polski w tym zakresie są w pełni uzasadnione – powiedział Tusk

"Nord Stream - co planuje nowy rząd"

Czy ten doradca jeszcze u Premiera pracuje? I to on podsyła takie gnioty?

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

 

Komentarze (2)
Nowa energia, czyli 0,4%
 Oceń wpis
   

 Świat zużył w 2008 roku prawie 12 miliardów ton odpowiednika ropy naftowej (dokładnie: 11 750 Mtoe czyli 492 Exadżuli - 10^18 dżuli) - wyliczyła IPCC - ONZ-owska agenda zajmując się zmianami klimatu. Przedstawiła także bilans energetyczny energii, która zasila świat.

Za każdym razem przy takich oficjalnych danych zadziwia mnie udział energii odnawialnej. Dokument mówi o12,9% udziału tej energii (RE) w bilansie. Ale jeśli przyjrzeć się mu z bliska...

to wynika z tego, że:

  • z tych 12,9% aż 10,2% to energia z biomasy, czyli po prostu z palonego drewna. Nie ma się czym zachwycać, bo to jest wskaźnik ubóstwa energetycznego świata.
  • pozostaje 2,7% światowego bilansu
  • z tego pozostającego 2,7% aż 2,3% to hydroelektrownie, które istniały od dziesiątek lat, gdy jeszcze o żadnej energii odnawialnej ani globalnym ociepleniu nikomu się nie śniło. Poza tym niewielkie są możliwości rozwoju tej energii.
  • pozostaje więc 0,4% - to jest własnie udział energii odnawialnej w bilansie energetycznym świata.

Znaczenie więc tego źródła energii dla zaspokajania ludzkich potrzeb jest minimalne. Odwrotnie do nagłośnienia, które otrzymuje.

www.NaftaGaz.pl

Komentarze (1)
Ropa: wielki spadek. Dlaczego?
 Oceń wpis
   

Ropa naftowa zaliczyła wielki spadek ceny na giełdach. Notowania futures Light Crude Oil (WTI) obniżyły się o 9,46%, spadając poniżej stu dolarów za baryłkę ($99.80/BBL). Podobnie Brent - notowania spadły o 10 dolarów (z $120,55 do $109,08).

Brent_Oil_5-05-2011.png

Jakie mogą być powody? Media podają dwa:

  1. spadek produkcji przemysłowej Niemiec i
  2. wzrost bezrobocia w USA.

Jednak nie wydają się one zbyt przekonujące wobec wielkości spadku notowań. Z pewnością stało się coś z dolarem. Wczoraj wzmocnił się względem Euro bardzo ostro.

Euro-Dollar_6-05-2011.png

Czy było to skutkiem odmowy przez ECB podwyżki stóp? Nie mnie oceniać, ale z pewnością ten skok siły dolara przeniósł się na rynek towarowy.

Dobrego wyjaśnienia dostarcza Dan Dicker, były trader i znany krytyk dzisiejszego systemu udziału wielkich inwestorów finansowych na rynku towarowym. Podaje on trop srebra, którego cena z kolei spadła aż o 25% od piątku. Cóż jest powodem? Wtedy CME Group Inc. - właściciel giełdy towarowej NYMEX oraz ICE - wprowadził na srebro znacznie wyższe marże. To spowodowało, że mniejsi i sporadyczni gracze, zniechęceni wysokimi kosztami operacji - wycofali się z tego rynku. Czy to jest powód do spadków cen ropy? Być może...

Jest też drugi, ale już mniej przekonujący, więc trochę dla żartu go przytoczę. Wczoraj Kongres amerykański uchwalił dla prezydenta Obamy terminy zakończenia obstrukcji wydawania pozwoleń na podmorskie wiercenia. Rynki finansowe z pewnością się tego nie przestraszyły, ale wspominam to dlatego, że w przestraszyły się w 1991 r., gdy prezydent Bush - ojciec zapowiedział otworzenie zasobów Rezerwy Strategicznej ropy. Wtedy spadły o 33%. Podobnie gdy prezydent Clinton otworzył zawory w 2000 roku - wtedy obniżył ceny o 19%. A także gdy Bush młodszy zakończył 14 lipca 2008 roku zakaz wierceń podmorskich - ceny ropy spadły o $9,26, czyli o 6.3%.

Jak wielkie zamieszanie i brak wiedzy panuje w handlu ropą i innymi towarami, pokazują publikacje specjalistycznych, traderskich portali. Angielski "Ceny ropy na żywo" wczoraj, 5 maja rano pisał:

Oil Supply a Concern for Investors

Oil prices are likely to continue rising despite their recent spike, because the world’s oil reserves are dwindling, according to famous investor and commodities bull Jim Rogers.

“Where is the oil? I still want to know where is the oil? You know why the price of oil is going up? Because there is no oil. At $300 a barrel they would be drilling for oil under Buckingham palace. We will certainly have dips, we will certainly have consolidation, I hope we do. If oil goes into a spike, if it goes parabolic, you have to sell it.” said Jim Rogers to CNBC on Thursday.

Oil Supply Remains Tight

Po południu tego samego dnia "Ceny ropy na żywo" donosiły:

Oil Market Hit By Gloomy Data

“Bearish news is hitting the market from every quarter. Germany started us off with a very poor factory reading, then the spike in US weekly jobless claims and an apparently less hawkish ECB have combined to accelerate and punctuate the sell-off.” said John Kilduff, a partner at Again Capital in New York.

Czyli rano światu brakowało ropy, jak zapewniał znany inwestor, a po południu już rynek nie mógł się opędzić od straszliwych informacji. I to słabsza produkcja przemysłowa w Niemczech czy wzrost bezrobocia w USA, miał zrzucić cenę najpotężniejszego towaru na świecie o 10%%?

Rzeczywiście, do niedawna wydawało mi się, że czynnikiem najbardziej istotnym dla ceny ropy jest napływ pieniądza (monetary base index) z amerykańskiego FED (w ciągu roku zwiększyli ilość pieniądza o 25%). Dzisiaj co ś się dzieje na rynkach finansowych, co powoduje te same efekty. Pytanie - co się dzieje?

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl 

wykresy: http://stooq.pl/ 

 

Komentarze (1)