Produktywność w górę, koszty pracy w dół
 Oceń wpis
   

 Nasza strategia konkurencyjności w Unii Europejskiej święci triumfy. Produktywność pracy idzie ostro w górę, natomiast płace lecą w dół. O tym sukcesie poinformował w imieniu polskiego rządu minister Adam Jasser 11 kwietnia na spotkaniu Banku Światowego w Waszyngtonie.

I rzeczywiście, można mówić o sukcesie: Polska jest liderem we wzroście produktywności pracy (czyli PKB przypadającego na godzinę pracy). Wyprzedziła tutaj pokazane na slajdzie z prezentacji ministra kraje (Czechy, Węgry, Niemcy, Hiszpanię i Grecję).

 

Labor-costs-productivity_Jasser-presentaion-04-2012_A2.jpg
kliknij, aby powiększyć

 

Sukces ten zawdzięczamy obniżaniu kosztów pracy, czyli zmniejszaniu płac. Widać to na dolnej części slajdu. Tutaj też jesteśmy liderami w tej grupie krajów. Ale liderami negatywnymi: u nas koszty pracy poszły najbardziej w dół. Jeśli porównamy się z Czechami, które podobnie jak my ciągną produktywność w górę, to ich koszty pracy poszły również w górę. Nawet Hiszpania i Węgry, borykające się z kryzysem, obniżki kosztów pracy zanotowały w ostatnich latach. My przed 2004 rokiem (wstąpienia do Unii) zanurkowaliśmy z kosztami pracy bardzo nisko i od tej pory trzymamy je w granicach 80 - 90% poziomu z roku 2000.

No cóż, Chińczycy szybko podnoszą koszty pracy, gdyż zbudowali sobie inne elementy atrakcyjności dla inwestycji zagranicznych. My zostaniemy takimi "małymi Chinami" Unii Europejskiej, tylko musimy jeszcze trochę obniżyć koszty pracy. z pewnością się uda. 

Andrzej Szczęśniak  

www.szczesniak.pl

 

- - -
źródło: Adam Jasser: "Narrow escape, How Poland avoided recession during the crisis", April 11th, 2012, Washington D.C.

Komentarze (0)
Wnioski dla Polski z amerykańsko-rosyjskiego sojuszu
 Oceń wpis
   

 Exxon i Rosneft pogłębiły strategiczny sojusz naftowy. Podpisana umowa to ciąg dalszy pierwszego porozumienia z ubiegłego roku. W styczniu 2011 roku, w rozmowie z panią redaktor Agnieszką Pawlak przedstawiałem ten problem:

Obecnie te ubiegłoroczne porozumienia zostały pociągnięte dalej. Nabrały konkretnych kształtów: Rosjanie zaoferowali dostęp do przebogatych złóż, Amerykanie zaoferowali swoje technologie - tak wydobycia podmorskiego jak i gazu łupkowego w USA - wpuszczając rosyjską spółkę państwową w złoża na kontynencie amerykańskim. . Czyli klasyczna wymiana: złoża za technologie.

Jakie wnioski wynikają z tego strategicznego sojuszu dla Polski?

Już wcześniej przy podobnych wydarzeniach próbowałem podpowiedzieć naszym władzom, że idą w złym kierunku. Pół roku temu zestawiałem wypowiedź brytyjskiego ministra energii, wysoko oceniającego rolę Rosji w bezpieczeństwie energetycznym Europy i świata z twierdzeniami ministra Naimskiego ("W. Brytania, Rosja, energia - spojrzenie polskie i brytyjskie"). Dzisiaj można powiedzieć jeszcze bardziej dobitnie:

1. Polska podjęła się trudnej i wyczerpującej politycznie roli blokowania współpracy energetycznej Rosji z Europą, z której wywiązuje się poprzez swoje rozliczne starania, jednak bez żadnego sukcesu. Za te działania Polska płaci wysoką cenę. Ameryka jest w tej polityce naszym patronem i jej interesy tutaj reprezentujemy. Swoje interesów nie pilnujemy, stąd ów najdroższy gaz w Europie i wiele innych kosztów oraz osłabiona pozycja dyplomatyczna w Unii z powodu owej słynnej "polskiej rusofobii".

2. Amerykanie są bardzo pragmatyczni. Naciskają na Rosję wszystkimi możliwymi narzędziami (my jesteśmy jednym z nich), by otworzyła się na zachodnie inwestycje, to znaczy udostępniła swoje przebogate zasoby ropy i gazu zachodnim firmom. Ameryce i jej koncernom naftowym zależy bardzo na dostępie, gdyż wydobycie w USA jest coraz droższe i trudniejsze (opór ekologów na przykład). Dlatego w sytuacji, gdy nie udało się osiągnąć pierwotnych celów - Rosjanie nie poddali się naciskom - Amerykanie przystali na warunki rosyjskie. A te są znane i przećwiczone z europejskimi firmami: złoża za rynki lub technologie.

3. Warunki są bardzo dla Rosjan korzystne. O ile bowiem my po prostu otworzyliśmy swoje złoża bezpłatnie inwestorom z Nowego Świata i przez to będziemy przedmiotem, a nie podmiotem w tej grze, o tyle Rosjanie wywalczyli status podmiotowy. To oni posiądą amerykańskie technologie i nauczą się szybciej samodzielnie wydobywać niekonwencjonalne węglowodory (a także gaz ze złóż arktycznych). My przy wydobyciu gazu z łupków w Polsce będziemy narażeni na konkurencję mistrzów świata w tej dziedzinie (amerykańskich wildcatters), a technologie możemy pooglądać na filmach - będziemy ją musieli kupować u amerykańskich serwisowych gigantów. Bardzo drogo, bo nam się bardzo spieszy.

4. Kontrakt Exxon - Rosnieft jest kontraktem na najwyższym politycznym szczeblu. Podpisany w obecności premiera (prezydenta) Putina, z pewnością ma błogosławieństwo Barracka Obamy. Jest jego plusem dodatnim w walce o drugą kadencję pokazującym, że z "rosyjskiego resetu" są wymierne korzyści ekonomiczne dla amerykańskich firm. Oznacza to kolejny etap uspakajania napięć Waszyngton - Moskwa, którym nie szkodzą nawet wypowiedzi republikańskiego kandydata, że "Rosja jest wrogiem numer jeden Ameryki". Oznacza to słabnięcie Polski jako sojusznika Ameryki na trudnym "froncie rosyjskim".

5. Polska idzie dalej w kierunku konfliktu z Rosją. Wypowiedzi polityków, sprawy w arbitrażach, deklaracje, że wyprzemy rosyjski gaz z Europy i ZERO rozwoju współpracy gospodarczej - wskazują, że wciąż jesteśmy z Rosją "na wojennej ścieżce": Nasi politycy nie zauważyli zmiany koniunktury geopolitycznej, i tę ślepotę polityczną wykazują od owego pamiętnego 17 września (co za data na decyzję, nie?), gdy porannym telefonem zawiadomił naszego premiera sam amerykański prezydent, że z tarczy nici. Pytanie, czy rozwój strategicznych sojuszy między Waszyngtonem a Moskwą w dziedzinie, w której jesteśmy tak aktywnym graczem, nie nauczy czegokolwiek naszych polityków? Obawiam się, że nie.

 

Exxon_Rosneft_Tillerson_Putin.jpg

 

Andrzej Szczęśniak
Komentarze (5)
USA: niezły wzrost dochodów? Ale nie dla 99%
 Oceń wpis
   

 Gdy statystyki mówią o (realnym) wzroście dochodów społeczeństwa o 14% w ciągu 17 lat - brzmi to nieźle. To się udało uzyskać w USA w latach 1993 - 2010. Szczególnie w dekadzie silnej ekspansji gospodarczej za prezydenta Clintona.31,5%, ale także w czasie rozwoju gospodarczego prezydentury Busha - o 16%. Jednak za tymi liczbami kryją się bardzo ciekawe zjawiska, które każą zapytać: wzrost dochodów? Ale kogo?

Odpowiedź na to pytanie przynosi badanie profesorów z University of California Berkeley - ekonomistów Emmanuela Saez'a i Thomasa Piketty'ego, na podstawie danych amerykańskiego urzędu podatkowego (Internal Revenue Service).

Wnioski są ciekawe. Proszę spojrzeć na tabelkę:

USA_income-growth_Piketty-Saez2.gif

Jak widać, średni wzrost w całym badanym okresie wyniósł 13,8%, ale dochody 1% najbogatszych Amerykanów wzrosły o 58%. Zaś dochody pozostałych 99% - tylko o 6,4%. Czyli 1% najbogatszy procent uzyskał 52% z całości wzrostu dochodów.

Ciekawy jest także okres ostatnich dwóch lat (2009 - 2010), gdy średni wzrost dochodów wyniósł przyzwoite 2,3%. jednak rozłożył się bardzo nierówno - 93% całego wzrostu zagarnął 1% najbogatszy procent obywateli. Ich dochody wzrosły o 11,6%, a dochody pozostałych 99% Amerykanów o 0,2%.

Takie to ciekawe zjawiska kryją się pod średnimi statystycznymi. Szkoda, że w Polsce nie ma takich statystyk, bo w rankingach nierówności dochodów plasujemy się niedaleko Ameryki.

Jeszcze rzut oka na ciekawe zjawisko w stuletniej historii amerykańskich dochodów. Otóż dochody górnego decyla (10% najbogatszych) w ciągu prawie stu lat kształtowały się tak:

USA_top-10-pc-income-growth_Piketty-Saez2.gif

Jak widać lata gwałtownego rozwoju gospodarczego do 50-tych lat i spowolnienia lat 70-tych (także ceny ropy) towarzyszyły dość umiarkowane dochody grupy najbogatszych. W latach 80-tych rozpoczął się gwałtownyspadek dochodów amerykańskich pracowników.

Towarzyszy temu jeszcze jedno zjawisko, o którym już niedługo...

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

- - -
źródło: Piketty-Saez analysis

Komentarze (1)