Nabucco - przyczyny klęski a sprawa polska
 Oceń wpis
   

 Nabucco upadł już całkowicie. Konsorcjum wydobywające gaz ze złóż Shah Deniz zakończyło rozmowy w sprawie dostaw gazu poprzez projekt Nabucco. Warto się przyjrzeć przyczynom jego porażki i miejscu Polski w tym projekcie.

1. Polityczny projekt. Jego głównym zadaniem było osłabienie pozycji Rosji jako głównego dostawcy. Motywacje negatywne nie działają w biznesie najlepiej. Projekty energetyczne muszą zawierać element polityki, szczególnie gdy dotyczą krajów o niezbyt zaprzyjaźnionych, jednak dobre biznesowe perspektywy są zawsze najważniejsze.

Jednak polityka zdominowała projekt Nabucco. Wystarczy przypomnieć spór między USA (które nie brało bezpośredniego udziału w projekcie) a jego europejskim uczestnikami, zwłaszcza OMV, w sprawie dostaw gazu z Iranu. Pierwsze projekty źródeł gazu to właśnie Iran, jednak sprzeciw Departamentu Stanu odciął tę opcję. Innym przykładem upolitycznienia projektu było odrzucenie przez Turcję francuskiej oferty wejścia do konsorcjum, co było efektem ówczesnych napięć między |Ankarą a Paryżem. A już tak na koniec Europa nie miała ochoty na oddawanie kontroli nad nową trasą dostaw gazu w ręce zaprzyjaźnionego mocarstwa. Zawsze to lepiej dogadywać się bezpośrednio. Z Rosją.

2. Niejasne przywództwo. Z jednej strony był to projekt Unii Europejskiej, do którego nie chciały się angażować państwa i znaczące firmy europejskie. Z drugiej strony realnym motorem tego projektu były Stany Zjednoczone, które widziały go jako element swojej strategii kaspijskiej, wypychającej Rosję z tego terenu, i dopełnienie sukcesu, jakim był naftowy rurociąg Baku Tbilisi Ceyhan. Waszyngton bardzo aktywnie kierował tą inicjatywą. Wywierał także naciski na Unię i jej kraje członkowskie, by intensywniej angażowały się w gazociąg. Jednak sprzeczności interesów były na tyle duże, że państwa europejskie i duże koncerny nie chciały się angażować w projekty, które skonfliktowałyby je z największym partnerem energetycznym Europy, czyli Rosją. Potęga zasobów rosyjskich, ich znacząca przewaga nad azerskimi (Rosja posiada 44 762 miliardy gazu (23,9% światowych zasobów), a Azerbejdżan zaledwie 1 270 miliardów (0,7% światowego gazu).

3. Turcja. Projekt Nabucco przewidywał, że Turcja będzie krajem tranzytowym. Bruksela próbowała wprowadzić po raz pierwszy do projektu poza swoimi granicami unijne reguły przesyłu gazu, opartych na oddzieleniu przesyłu od własności gazu, otwartym dostępie dla konkurencji i wspólnym, europejskim nadzorze. Dla Turcji oznaczało to utratę kontroli nad bardzo wartościowym surowcem, wydobywanym tuz przy jego granicach. Dlatego negocjacje ciągnęły się latami, a wszystkich szczytów politycznych trudno spamiętać. Ale interesy są najważniejsze: Turcji nie pasowało, by przez jej terytorium wybudować eksterytorialną autostradę gazową (w Polsce taka dbałość o integralność terytorialną powinna znaleźć zrozumienie).

Z drugiej strony Turcja nie jest jedynie krajem tranzytowym, a potężnym konsumentem, który zużył w 2010 roku 39 miliardów m3 gazu. Więcej niż całe Nabucco miało przesyłać. Także Turcja walczy przede wszystkim o swoje bezpieczeństwo dostaw, a nie o zaszczyt bycia krajem tranzytowym dla Europy.

My o taki zaszczyt mogliśmy się starać. W Polsce zużycie gazu rośnie słabo. Gdy w Turcji od roku 1986 z 0,4 miliarda m3 wzrosło do 39 mld (CAGR 20,7%), to w Polsce w 1986 zużywaliśmy 10,5 mld, a w 2010 14,3 mld m3 (CAGR 1,3%). Mamy warunki na kraj tranzytowy, ale nie chcieliśmy tej roli pełnić.

 

Gaz-Polska_Turcja_BP_2.jpg

 

4. Polska. Od samego początku tego projektu (2002 rok) wiele u nas się mówiło o polskim udziale, PGNiG nawet zarezerwował miliard m3 zdolności przesyłowych (nie jest jasne, gdzie miałyby być sprzedawane), ale biznesowo na słowach się kończyło. Politycznie - Polska intensywnie angażowała swoje niewielkie siły dyplomatyczne w Unii, by popierać ten projekt. Polska zachęcała kraje południowej Europy, premier Marcinkiewicz przekonywał nawet premiera Staniszewa, że Polska i Bułgaria mogą współpracować przy budowie gazociągu Nabucco. Jak widać, niewiele z tego wyszło.

Polskie podejście do tego projektu jest typowe dla całej naszej polityki bezpieczeństwa energetycznego. Cechują je dwa czynniki: stosunek do Rosji iideowość. Dobrym przykładem takiego odejścia jest europoseł Paweł Kowal (kiedyś PiS), który zapewnia na swoim energetycznym portalu"To nie koniecidei Nabucco".

To prawda - idea może żyć wiecznie. Nawet jak projekt już runie całkowicie - my wciąż będziemy żyć "ideą" Nabucco, czyli cudownego projektu, nie zawierającego ani źdźbła polityki w sobie (jak nas zapewniano, bo jedynie czysto politycznym projektem był Nord Stream... no i South Stream). Za to mającego odciąć rosyjski gaz od Europy. I przy takim podejściu nawet porażkę tego "pet project" - maskotki naszych polityków - można przerobić na sukces. Jak pisze europoseł - rurociąg TANAP, który ma powstać zamiast Nabucco - "będzie mniej emocjonował i Kreml i jego bliskich politycznych sojuszników w UE". Nawet turecko-azerski odbierany jest przez pryzmat Kremla. Taka nasza uroda.

- - -
Zobacz inne teksty i nagrania na temat Nabucco na blogu.

Komentarze (3)
Wall Street, czyli ogon macha psem
 Oceń wpis
   

 Dzisiejsza bonanza przemysłowa w USA spowodowana niskimi cenami gazu (wróciły po prostu do poziomu z 90-tych lat) pozwala pokazać, jakie straty poniósł amerykański przemysł chemiczny w XXI wieku. Podstawowym jego zagrożeniem są gwałtowne zmiany cen podstawowego surowca - gaz ziemnego.

Dlatego wielki koncern chemiczny Dow Chemicals pokazuje, jakie skutki przyniosła rozspekulowana dekada XXI wieku, gdy rządy nad cenami surowców na giełdach przejęły instytucje finansowe.

Gwałtowne wahania cen gazu w ostatniej dekadzie, gdzie ceny zaczynając od podobnego dzisiejszego poziomu (2 $/MMBtu) w chwilach największego wzrostu osiągały poziom dzisiejszych (wysokich) cen europejskich (13 $/MMBtu). Ten okres gwałtownych zmian kosztował Amerykę utratę 30 miliardów dochodów z wywozu produktów chemicznych. Z eksportera netto, którym USA były do 2002 roku, stały się importerem, który kosztował gospdarkę amerykańska prawie 10 miliardów dolarów w 2009 roku. Widać to na wykresie:

 

gaz-ceny-chemia-eksport-Dow_Chemical_A.jpg

 

Zależność od cen gazu jest bowiem oczywista: gdy w 2005 roku gaz kosztował około 250 dolarów / 1000 m3, deficyt handlowy amerykańskiej chemii wynosił 9,4 miliarda doalrów. W 2010, z gazem na poziomie 140 dolarów – przemysł chemiczny wypracował nadwyżke 4,6 miliarda $.

Ten okres także przyniósł 42 tysiące zamkniętych zakładów i streatę 6 milionów miejsc pracy w przemyśle wytwórczym.

 

gaz-ceny-miejsca-pracy-Dow_Chemical_A.jpg

 

To był bardzo zły okres dla amerykańskiej realnej gospodarki. Cała uwaga była bowiem skupiona na wyczynach sektora finansowego i pomocy państw dla banków. Koszty realnej gospodarki dotykały jednak zwykłych ludzi. Tak to się bowiem składa, że gdy finansiści bawią się w trzęsienie rynkiem w górę i w dół, bo i na wzrostach i na spadkach potrafią zarabiać, to realna gospodarka upada, ludzie tracą pracę, a miejsca pracy wyjeżdżają tam, gdzie panują stabilne warunki. .

Stary spór Main Street (amerykańskiego przemysłu) z Wall Street (sektorem finansów). Ten ostatni nadaje ton amerykańskiej i światowej gospodarce. To jakby ogon machał psem.

www.szczesniak.pl

- - -
źródło danych i wykresów: Dow Chemical, broszura "Create More American Jobs through Intelligent Natural Gas Policy"

Komentarze (4)