LNG z Kataru
 Oceń wpis
   

Podpisanie przez PGNiG wstępnej (nie wiążącej) umowy z handlową spółką Qatargas Operating Company Ltd. zmusza do zastanowienia się nad znaczeniem i możliwymi skutkami takiego ruchu.

1. Trzeba się na coś zdecydować. Rząd i PGNiG wciąż utrzymują otwarte możliwości importu gazu tak przez gazoport, jak i z połączenia rurociągowego ze złożami norweskimi. Jest to stan, który świadczy o braku realistycznego podejścia. Coś trzeba wybrać, gdyż obie opcje naraz nie są realne.

Wcześniej o tym mówiłem, ale teraz może ten mój głos nie zaniknie tak szybko, gdyż podobne zdanie ma były premier Jerzy Buzek, który przecież ma największe z polskich polityków doświadczenia w dywersyfikacji - udało mu się podpisać umowę z Norwegią i doprowadzić do kontraktu (jednak także nie wiążącego) na dostawy gazu z północy. Premier Buzek mówi:

cytuję: Puls Biznesu

Jego zdaniem, jednoczesna budowa rurociągu z Norwegii i z Danii po dnie Bałtyku do zasilania Polski w gaz ziemny i gazoportu “jest trochę przesadna z punktu widzenia ekonomii całego procesu”.”Jedno i drugie jest drogie. Będzie drogie i aż dwa wentyle bezpieczeństwa nie są nam chyba potrzebne. Wystarczyłby jeden. Rozumiem, że chyba odstąpimy od budowy gazociągu po dnie Bałtyku, albo też są wyliczenia PGNiG czy ministerstwa gospodarki, które mówią, że to się opłaca, że to w sumie należy tak działać. Ja pamiętam z własnych doświadczeń, że to nie bardzo było opłacalne. yle="color: red;">Albo rurociąg gazowy z Norwegii, albo gazoport“.

I choć losy rurociągu Skanled wiszą na włosku i problem może się sam rozwiązać, to jednak warto mieć na uwadze, że wszystkiego na raz nie da się osiągnąć.

2. Bezpieczeństwo - oby zbyt dużo kosztowało. To powtarzają nam ciągle politycy, twierdząc, że nam je zapewnią. Jednak po losie polskich stoczni ta pewność jest bardzo wątpliwa. Dlatego warto uważać, by decyzje miały jednak podstawy gospodarcze.

I tutaj premier Buzek radzi ostrożność: “choć dla bezpieczeństwa energetycznego warto ponosić koszty, trzeba je wyraźnie kalkulować. “Widocznie to się opłaca, jestem przekonany, że podjęto odpowiedzialne decyzje, podpisując tę umowę”. Pan premier jest przekonany, ale ja pozwolę sobie założyć, że nie jest tak do końca i nie przeanalizowano możliwych skutków takich działań (jeśli zakończą się kontraktem - o czym na końcu).

Otóż wiadomo powszechnie, że LNG z Kataru jest to drogi towar. Załóżmy taki scenariusz: PGNiG podpisuje kontrakt, zobowiązuje się do zakupu 10% polskiego popytu. Po cenach wyższych o 30% - 50%. Oczywiście URE musi wziąć pod uwagę taki fakt i podwyższyć ceny gazu dla odbiorców.

Marża PGNiG rośnie, co zachęca potencjalnych konkurentów, którzy widzą średniej wielkości rynek z dużymi zarobkami. Decydują się wejść na polski rynek (Wątpliwość: URE i politycy nie pozwolą? Odpowiedź: już dzisiaj Polska ma kłopoty z niewypełnianiem dyrektyw, ale jeśli utworzona zostanie europejska agencja regulacji energii… ta ochrona przed konkurencją zniknie).

Konkurencja może mieć dwa źródła tańszego gazu: wydobycie krajowe i import z Rosji. W obu tych obszarach PGNiG radzi sobie słabo - wydobycie krajowe spada, import coraz droższy. Konkurenci mają tańszy gaz, PGNiG ma wieloletnie kontrakty na drogi gaz. Wynik tej konkurencji jest łatwy do przesądzenia.

Nie życzę PGNiG losu polskich stoczni, ale jeśli nie będzie kalkulowały biznesowo, tylko ulegało politycznym naciskom i potrzebom polityków, by się czuć bezpiecznie (od Rosji) - to tak samo jak stoczni nie uratowali - nie uratują i polskiego gazowego potentata.

3. Rosjanie. Jak powszechnie wiadomo, podstawowym celem tych działań jest “uniezależnienie się od Gazpromu”. Pomijając nierealistyczność tego postulatu, warto pomyśleć, jaki skutek przynosi taka decyzja PGNiG wspierana przez polski rząd dla negocjacji z Rosją.

Krążyły w mediach tezy, że Rosjanie mogą obniżać ceny gazu dla Polski, by uniemożliwić powstanie konkurencji w dostawach. Taka hipoteza jest nietrafna. Gazprom kieruje się kalkulacją zysku. Wiedząc, że “uniezależnienie od dostaw z Rosji” to zamierzenie nierealne, może podnieść ceny, gdyż do tego zachęca go właśnie kontrakt na LNG z Kataru. Rosjanie widzą naszą polityczną determinację i nieliczenie się z kosztami. Rosjanie mają doświadczenia z negocjacji z 2006 roku. Sami doprowadziliśmy (przez starania o dywersyfikację) do sytuacji, gdy po zakończeniu kontraktu mogło zabraknąć w Polsce gazu. Kadry mieliśmy słabe, zmieniające się co kilka miesięcy. Negocjacje rozpoczęliśmy bardzo późno, co pogarszało naszą sytuację. I w końcu bardzo “dywersyfikacyjny” rząd Jarosława Kaczyńskiego z łatwością i po cichu przystał na podwyższenie ceny gazu dla Polski (setki milionów dolarów rocznie więcej dochodu dla Gazpromu), by uniknąć politycznej kompromitacji.

Wszystko to Gazprom pamięta. Dzisiaj dostaje sygnał, że z ceną się nie liczymy (stać nas na drogi gaz LNG). Ma wiele atutów w ręce. Jeśli nie zagramy rozsądnie - będzie nas to znowu bardzo drogo kosztować.

4. Nie martwmy się - to tylko gra wstępna. Pan premier Tusk już od listopada zapowiadał kontrakt z Katarem (choć zafrasowany przyznawał, ze drogi ten gaz…). Powtarzał minister Grad, w kwietniu… i jest. Pan każe - sługa musi. Co prawda nie kontrakt, ale wstępna, nie wiążąca umowa, ale kto tam się wyzna…

Dodatkowo dziennikarskie śledztwo redaktora Kublika ujawnia, że:

“umowa PGNiG z Qatargas nie jest przy tym wiążącą i określa tylko kilka ogólnych założeń ewentualnego kontraktu. Do kiedy jest ważne to ramowe porozumienie? - PGNiG milczy. Koncern nie chciał też odpowiedzieć, czy są jakiekolwiek ustalenia co do ceny gazu z Kataru.”

Czyli może nie do końca wszystko będzie tak źle. To tylko gra z przemożną polską potrzebą poczucia bezpieczeństwa, i choć “bezpieczeństwo zawsze kosztuje” - może uda się trochę taniej je zaspokoić.

Andrzej Szczęśniak
www.szczesniak.pl

Więcej: rozmowa w Polsat News

Komentarze (0)
Rosjanie w MOL-u - Prima aprilis? Orlen – mamy się bać?

Komentarze