Hybrydy - zahamowany wzrost
 Oceń wpis
   

 Prognozy jak zawsze optymistyczne. Ostatnie dla samochodów z napędem hybrydowym brzmią: "sprzedaż w USA wzrośnie z 300 tysięcy w 2009 r. do 1,4 miliona sztuk w 2015" przewiduje J.D. Power. Potężny, prawie pięciokrotny wzrost sprzedaży w 5 lat? Fakty nie potwierdzają aż takiego optymizmu.

Ostatnie dwa lata rynku samochodów hybrydowych nie powala bowiem na kolana, tak jak to było wcześniej. Przebojowość tego już dość dawnego wynalazku (podstawowe prace badawcze i wdrożeniowe wykonano w 70-tych latach - patrz "Victor Wouk - Godfather of the Hybrid") - znaczne osłabła. A że komercjalne modele pojawiły się w końcu lat 90-tych XX wieku. (pierwszy masowo produkowany model - Toyota Prius wystartował w 1997 r. w Japonii) - można przyjrzeć się dynamice rozwoju.

Przez ponad 10 lat aktywnej sprzedaży - samochody hybrydowe osiągnęły dynamiczne przyrosty sprzedaży na dwóch największych rynkach świata i... wzrost zahamował. Przyjrzyjmy się liczbom.

1. Produkcja: w 2009 r. wyprodukowano na świecie 732 tys. samochodów hybrydowych (J.D. Power). Wszystkich samochodów wyprodukowano - 61,714,689 -(OICA). Czyli zaledwie 1,1% światowej produkcji.

Dokładne dane ze sprzedaży samochodów mamy z rynku amerykańskiego. W 2009 roku sprzedano 290 tys. hybryd i 10,4 mln wszystkich samochodów. To daje 2,7% amerykańskiej sprzedaży. Jednak wzrost wyhamował wraz z całym rynkiem samochodowym w 2008 i 2009 roku. Widać to na wykresie.
Hybrid_Cars_hybridcars_com_Trends.gif

Najnowsze informacje są jednak jeszcze bardziej niepokojące dla hybryd. W 2010 roku amerykański rynek samochodowy odżył. Wzrost sprzedaży w I półroczu wyniósł 17%. Wzrost sprzedaży hybrydowych - zaledwie 3%.

Mamy więc załamanie dynamiki, któremu nie pomaga odrodzenie rynku. Kierowcy mniej zasobni nie są przekonani do tej propozycji.

2. Jeśli więc dynamika zajmowania rynku się załamała, to trudno przewidywać, że samochody te zajmą znaczącą pozycję w globalnej flocie aut. Ilość samochodów hybrydowych w końcu 2009 roku szacowano na ok. 600 tysięcy (R.L. Polk). To w porównaniu ze światowym rynkiem, gdzie szacuje się liczbę samochodów na 600 milionów - zaledwie 1 promil (1/1000).

Hybrid_Cars_hybridcars_com_Dec09.gif
Jak widać na zestawieniu danych R.L. Polk - hybrydy sprzedają się głównie na bogatych rynkach. Liderami są tutaj USA i Japonia. Oba te kraje mają po ok. 250 tysięcy zarejestrowanych samochodów hybrydowych w 2009 r. Pozostałe kraje są daleko z tyłu: Kanada, W Brytania, Holandia zarejestrowały po kilkanaście tysięcy samochodów hybrydowych. Dzieje się tak pomimo rozlicznych form dotowania przez państwo sprzedaży tych samochodów. Cy hybrydy pozostaną eleganckim gadżetem dla bogatych?

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

- - -
grafiki dzięki www.hybridcars.com
na zdjęciu... oczywiście Toyota Prius ;-)

Komentarze (0)
Wg Wyborczej: Polska gazowym Eldorado
 Oceń wpis
   

 Największy polski dziennik opiniotwórczy "Gazeta Wyborcza" publikuje na pierwszej stronie tekst Andrzeja Kublika "Polska gazowym Eldorado".

.

.

W artykule oprócz 2-3 nowych informacji autor podaje kilka stwierdzeń, co do których można mieć już dzisiaj wątpliwości. Pisze:

"Znana firma doradcza Wood Mckenzie ogłosiła, że Polska może mieć 1,4 bln m sześc. gazu w łupkach - tyle, co Holandia. Inni eksperci szacują nasze zasoby nawet na 3 bln m sześc."

Jednak wiarygodność tych szacunków jest ograniczona, gdyż powstały one wyłącznie na podstawie porównania warunków geologicznych, jakie są w USA i w Polsce (to mówi Henryk Jezierski - główny geolog kraju).

Warto chyba przytoczyć ocenę polską, która jest robiona na głębszej znajomości lokalnych warunków geologicznych. Hubert Kiersnowski, geolog Państwowego Instytutu Geologicznego, powiedział PAP:

- W Polsce może być ok. 150 mld m3 gazu łupkowego. Choć to 10 proc. tego, co szacują Amerykanie, to i tak więcej niż mamy zasobów gazu wydobywanego w złożach konwencjonalnych.

150 miliardów czy 1,4 biliona (a nawet 3 biliony) - to jednak pewna różnica.

Mamy też w artykule redaktora Andrzeja Kublika rozbudzanie nadziei:

 

  • "Teraz jest szansa, że Polska nie tylko uniezależni się od importu gazu, ale stanie się wręcz jego dużym eksporterem do Unii.
  • Byłoby to astronomiczne bogactwo o wartości 1 bln dol."

 

Nie wydaje mi się także ścisłe takie stwierdzenie:

"Dotychczas większość gazu wydobywano ze złóż konwencjonalnych przypominających utworzony w skałach "bąbel". Jednak tylko jedna dziesiąta gazu na świecie tkwi w takich złożach. Kilkanaście razy więcej jest go w skałach zwanych łupkami."

Międzynarodowa Agencja Energii w opublikowanym ostatnio "World Energy Outlook" (WEO) oceniła zasoby gazu klasycznego ("remaining recorvable resources") na 404 biliony m3, w tym w kategorii "proven" 182 biliony. Natomiast zasoby gazu "shale gas" (w kategorii "in place") na 456 bilionów m3. Różnica nie jest więc dziesięciokrotna, a warto także zwrócić uwagę na kategorię "in place", co nie znaczy "recoverable", oznacza znacznie mniej wydobywalnego gazu.

Ciekawe wnioski można też wysnuć, porównując geograficzne rozmieszczenia tych zasobów, ale to dla wiernych Czytelników mojego bloga na następny raz.

Także twierdzenie, że "Gazprom zaczął tu tracić rynek" jest lekko przestarzałe - tak było w ub. roku. Tegoroczne dane IEA tego nie potwierdzają - Gazprom wraca na rynek EU i odzyskuje udział w europejskich dostawach.

A gdy się mówi, że "Norwegia (po odkryciu gazu w 1969 r.) stała się ona największym w Europie rywalem Gazpromu" - warto pamiętać, że Statoil to strategiczny partner Gazpromu w obszarze arktycznym. Nie na konflikcie, ale na współpracy się buduje pozycję. I dlatego marzenie, że "powtórzy się to w Polsce dzięki złożom łupkowym" włożyłbym między bajki.

Niestety, gaz (w tym i "shale gas") to jest temat bardzo upolityczniony i używany jako polityczna maczuga. Ot choćby ostatni przykład - "Dziennik" daje taki tytuł: "PiS: Komorowski to rzecznik Gazpromu". A jest to odpowiedź na powściągliwą wobec tych rewelacji gazowych wypowiedź Bronisława Komorowskiego:

"– Eksploatacja gazu łupkowego musiałaby oznaczać zastosowanie metod odkrywkowych jak w przypadku węgla brunatnego, a zatem byłaby to dewastacja obszarów krajobrazowych Polski – stwierdził. Później łagodził te słowa deklaracją, że decyzja w sprawie eksploatacji tego gazu wymaga przemyślenia argumentów „za” i „przeciw”. Dodał też, że być może w perspektywie 15 lat pojawią się nowe technologie, które spowodują, że skutki dla środowiska będą mniej dotkliwe."

Z pewnością Marszałek się pomylił w sprawie odkrywek, ale wielkość terenu potrzebnego do eksploatacji tego gazu jest porównywalna z odkrywkami węgla brunatnego. A obawy ekologiczne głośno wypowiada sama Unia Europejska (na konferencji "Shale Gas" organizowanej przez MSZ mówiono o tym wprost). W ISA sądy przyznają już odszkodowania za zatrucie wody przez wiercenia "shale gas".

Można powiedzieć, że "gazowa ptasia grypa" w Polsce trwa. Chociaż Rada Europy ostatniopoinformowała, że ptasia grypa to szkodliwa manipulacja WHO. Do nas jeszcze nie dotarło.

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

---

Już o tym pisałem tutaj:

Komentarze (4)
Ceny ropy? Patrz na akcje i pieniądze
 Oceń wpis
   

 Pytanie, od czego zależą dziś ceny ropy, jest coraz bliższe odpowiedzi . W klasycznej odpowiedzi, można przytoczyć czynniki popytu i podaży, czyli tzw. fundamentów. Ale to wyjaśnienie od dawna nie działa, ponieważ korelacja między cena ropy a poziomami popytu (konsumpcji na wielu rynkach) i podaży (produkcji, stanów zapasów magazynowych) jest bardzo słaba.

Od dłuższego czasu już analitycy OPEC pokazują dowody na inne wyjaśnienie ruchów cen ropy. Podstawowym czynnikiem w zmianach cen są rynki finansowe. Oto korelacja między cenami akcji (Standard & Poor 500 Index) a cenami ropy (NYMEX WTI Futures) w tym roku.
Ceny_ropa_WTI_S&P_Index_OPEC_05--2010.jpg

Jasno widać, że zbieżność ruchów cen ropy i notowań akcji jest bardzo wysoka.

Drugim istotnym czynnikiem, który określa ruchy cen ropy jest aktywność menedżerów funduszy hedgingowych (money managers), którzy zajmują długie lub krótkie pozycje. 9 kwietnia, gdy "net long positions" zarządzających pieniędzmi menedżerów wynosiła 187 tys. - cena podniosła się do rekordowych 86 $/bbl.
Ceny_ropa_WTI_Money_Long_Positions_OPEC_05-2010.jpg

Z danych, które publikuje obecnie CFTC, wynika, że w ubiegłym tygodniu fundusze szybko pozbywały się papierów (Futures and options) naftowych. W ciągu tygodnia net long positions zmniejszyło się do 89 tysięcy, czyli o 32% - najszybsze tempo spadków w tym roku.

Cena ropy spadła od 3 maja ($87,15) do 72,52 w dniu 18 maja i dalej spadają (cena zamknięcia piątek ($70,46).

Wall Street wyszła z rynków ropy. Na chwilę? Na dłużej? Jak będzie kolejny sygnał ożywienia gospodarczego - wejdą znowu?

Oczywiście te operacje odbywają się w pewnym otoczeniu, które umożliwia taką aktywność finansową i powoduje wskazywane tutaj rezultaty. Na rynku gazu ziemnego rezultaty układają się zupełnie inaczej (wykład "Ceny ropy i gazu a koniunktury branżowe (SII Lublin)").

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

 

 

Komentarze (2)
Rosyjski gaz - znowu perturbacje
 Oceń wpis
   

 Wraca temat polsko-rosyjskiego porozumienia gazowego. Redaktorzy Polskiej Agencji Prasowej zestawili opinie na ten temat. Wśród nich - moją.

Eksperci o wyjaśnieniu wątpliwości KE do umowy gazowej

Wątpliwości Komisji Europejskiej dot. umowy gazowej z Rosją muszą zostać wyjaśnione przed jej podpisaniem - uważa Paweł Nierada z Instytutu Sobieskiego. Z kolei zdaniem niezależnego eksperta Andrzeja Szczęśniaka, pytań KE nie należy traktować jako zastrzeżeń.

"Należy się cieszyć, że być może dzięki regulacjom europejskim umowa z Rosją w obecnym kształcie nie będzie mogła zostać zawarta" - powiedział we wtorek PAP Nierada. [...]

Innego zdania jest niezależny ekspert paliwowy Andrzej Szczęśniak, który uważa, że Komisja Europejska nie ma zastrzeżeń do umowy gazowej z Rosją, tylko prosi o informacje, tak jak w przypadku innych umów międzynarodowych. Po drugie - zainteresowanie Komisji jest wywołane przez polskich europosłów. "To walka w rządzie oraz między rządem, a opozycją, która ze szkodą dla Polski przeniosła się na forum europejskie" - powiedział.

Szczęśniak ocenił, że KE "z zasady" nie podważa umów zawartych przed wstąpieniem do Unii Europejskiej. Zwiększenie dostaw gazu do Polski ma się odbyć na zasadzie aneksowania porozumień międzyrządowych z lat 90. oraz kontraktu między PGNiG a Gazpromem. "Planowane zmiany w porozumieniach z 1993 oraz 1996 roku, takie jak ustanowienie niezależnego operatora systemowego dla gazociągu jamalskiego, idą w stronę rozwiązań unijnych" - zaznaczył.

[...]

Zdaniem Szczęśniaka, Gazprom nie potrzebuje polskiej infrastruktury przesyłowej na własność. W jego ocenie, ustalenie zysku i akcjonariatu EuRoPol Gazu to ze strony Rosjan "krok w kierunku zabezpieczenia sobie spokojnego tranzytu w razie zmian politycznych".

"Rosjanie tworzą bezpieczny, trudny do zmiany układ, który gwarantuje stabilne funkcjonowanie EuRoPol Gazu" - powiedział Szczęśniak. Przyznał jednocześnie, że ustalony zysk EuRoPol Gazu, a tym samym polskie stawki przesyłowe, są niskie w porównaniu do innych krajów. "Z drugiej jednak strony, gwarantują konkurencyjność przesyłu przez Polskę w porównaniu do Nord Streamu (gazociągu do Niemiec po dnie Bałtyku -PAP)" - zauważył ekspert.

całość: PAP

Kilka zdań uzupełnienia. Stwierdzenia o "zastrzeżeniach", "zgłaszaniu wątpliwości" padają ze strony najważniejszych dziennikarzy, gdy rzeczywistość wygląda trochę inaczej:

Ministerstwo otrzymało list KE dotyczący porozumienia Gazpromu, Gazprom Exportu, PGNiG oraz EuRoPol Gazu. Komisja, opierając się na publikacjach prasowych i komunikatach PGNiG, prosi o przekazanie szczegółów związanych z porozumieniem w celu oceny jego zgodności z prawem wspólnotowym - poinformowała "Gazetę" Magdalena Gawlas z biura prasowego resortu gospodarki.

Warto przypomnieć, że sprawa toczy się ślamazarnie po naszej stronie. Ciągle nie ma jasności i pewności, są za to spory i podchody wewnątrz rządu (a wcześniej Prezydenta, nie mówiąc już o opozycji). Objawem tego jest choćby wypowiedź premiera Pawlaka, który w poniedziałek 26 kwietnia zapowiadał, że:

będzie chciał przedstawić informację o szczegółach tego porozumienia, wraz z pełną dokumentacją, kandydatom na prezydenta poszczególnych ugrupowań parlamentarnych. "W tej sprawie poinformuję pana marszałka Bronisława Komorowskiego, Jarosława Kaczyńskiego, jeśli będzie kandydował, oraz pana Grzegorza Napieralskiego”.

Ocenił, że do spotkania informacyjnego mogłoby dojść jeszcze w tym tygodniu.

"W tej chwili pojawiają się wątpliwości na podstawie informacji prasowych ze strony instytucji europejskich" - powiedział Pawlak w czwartek w radiowej Trójce, odnosząc się do umowy gazowej. "Oczekujemy, żeby instytucje europejskie wskazały, gdzie ten gaz można kupić i jak można kupić. Nie może być takiej sytuacji, że podpiszemy taką umowę, a ktoś będzie to kwestionował" - dodał.

Polska Agencja Prasowa

Premier Pawlak przyjął strategię, która ma go uchronić przed losem premiera Leszka Millera, któremu przyklejono na czole łatkę tego, który zdradził dywersyfikację i "nie zrealizował kontraktu norweskiego". Politykom z takimi łatkami się trudno żyje, więc rozumiem szefa PSL-u startującego w wyborach, wcześniej przecież "ubrano go" w sprawę J&S Energy. Ale cała sytuacja jest kompromitująca dla Polski na arenie międzynarodowej.

Jednak jeszcze bardziej nas kompromituje fakt, że polscy euro-deputowani, zajmujące bardzo wysokie stanowiska w unijnym parlamencie, po prostu donoszą do władz Unii na rządowe decyzje. I to nie posłowie opozycji, nie. Posłowie z Platformy Obywatelskiej. Jacek-Saryusz Wolski (szef klubo PO-PSL):

umowa "prawdopodobnie gwałci prawo europejskie", bo nie przewiduje swobodnego dostępu do gazociągu tranzytowego przez Polskę - powiedział w ostatni poniedziałek (15 marca) na konferencji prasowej europoseł Jacek-Saryusz Wolski (PO).

Gazeta

O tym, że podjęta przez polski rząd decyzja "prawdopodobnie gwałci", (bo przecież pan Poseł nie wie tego na pewno) informuje polski euro-deputowany na specjalnie zwołanej konferencji. Mhm...

Europejczycy, a szczególnie Niemcy zarządzający sprawami energetycznymi Europy, muszą mieć niezły ubaw, patrząc, jak Polacy nawzajem się wykańczają, a europosłowie donoszą na decyzje własnego rządu. Polska anarchia. Mamy tu długie tradycje. Nie wiem, czy należy się z tego cieszyć.

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

Komentarze (2)
Nord Stream – historia alternatywna
 Oceń wpis
   

Euro-Stream.gif... czyli co myślał premier Putin podczas otwarcia rurociągu Euro Stream, zwanej czasami drugą nitką Jamału. Taki sobie żart.

9 kwietnia 2010 roku, w chwilę po uroczystościach katyńskich, które były już wieloletnim zwyczajem polsko-rosyjskim (z krótką przerwą w 2006 i 2007 roku), premierzy Polski Donald Tusk i Rosji Władimir Putin udali się do miejscowości Kondratki.

Poprzedniego dnia postępowało pogodzenie obu narodów z trudną wspólną historią – przy Katyniu zbliżali swoje stanowiska historycy, postępował ekumeniczny dialog kościołów katolickiego i prawosławnego, znajdowały zadośćuczynienie rodziny ofiar zbrodni stalinowskiej, wspólnie z rodzinami ofiar rosyjskich i wielu innych narodowości, śmiertelnie niszczonych w Związku Radzieckim.

Po wizycie w Katyniu – współczesność, energia i wspólne europejskie interesy. W międzyczasie premierzy spędzili wspólnie wieczór, poznając się i zaprzyjaźniając, czego początki widać było już w Sopocie – a rankiem następnego dnia nastąpiła uroczystość otwarcia rurociągu Euro Stream.

W uroczystości brały udział głowy czterech państw, komisarz europejski ds. energii (dzięki sprytnemu manewrowi dyplomatycznemu Polaków nie został Niemiec, tylko Jerzy Buzek, który za zadanie miał obronić polskie elektrownie węglowe przed lobby ekologicznym, które na celownik wzięło energię, a najbardziej nie lubiło węgla). Prezydent Łukaszenko, który najdłużej i najgłośniej negocjował kontrakt budowy tranzytowego rurociągu. Premier Tusk, który miał największe opory wewnątrz kraju, gdzie opozycja wciąż krzyczała o zdradzie i organizowała manifestacje. Kanclerz Merkel, która nie zgarnęła wszystkich atutów, jak to szykowało się przy alternatywnym rurociągu Nord Stream, który jednak przez sprytną grę polityczną Polaków nie wypalił. Premier Putin, który oddychał z ulgą, gdyż rosyjski gaz znajdował nową bezpieczną drogę do klientów w Europie, choć ilość ustępstw i koncesji dla pozostałych uczestników trochę go irytowała.

Najtrudniejsza była Polska – zżymał się w duchu rosyjski premier.

Białoruś – wiadomo, wystarczyło dobrze grać z Bat'ką, podkręcić trochę prorosyjskich dostojników w Mińsku i prezydent Łukaszenko po głośnych (chętnie cytowanych przez zachodnią prasę) okrzykach o gazie z Norwegii, Algierii i Iranu – zgodził się na wszystkie warunki, łącznie z własnością całego odcinka przez Gazprom. Trochę te ceny za niskie, ale cóż, jak jest we wspólnym obszarze celnym, to trudno mu nałożyć 30% cła eksportowego. Niech będzie.

Niemcy – wiadomo, muszą znaleźć jakieś przełożenie na Amerykanów. 65 lat po wojnie, a tu wciąż wojska amerykańskie na terytorium kraju. Jedyne wojska okupacyjne, jakie udało się usunąć to Armia Radziecka, więc obcych wojsk nie ma jedynie we wschodnich Niemczech. Romans z Rosją nie był mile widziany w Waszyngtonie, ale Niemcy dążyli do niego z konsekwencją upartego osła, który miał coraz więcej narzędzi nacisku na USA (choć Unii Europejskiej w tej sprawie nie mogli używać). A gaz był im potrzebny, żeby budować elektrownie, żeby był prąd jak wiatr przestaje wiać i cała alternatywna energetyka siada. W alternatywnym scenariuszu Nord Streamu, którym postraszyliśmy w razie czego Bat'kę i Polaków, mogli jednak zyskać nieporównanie więcej.

Polacy – ci jak zwykle nieprzewidywalni. Najpierw w 2001 roku odmawiają budowy pieremyczki i zawierają jakiś dziwny kontrakt z Norwegią pod amerykańskim patronatem. Co do tej Ameryki to mają jakąś szajbę – zapatrzeni jak w obraz, do Iraku i Afganistanu posłali wojska całkiem za darmo, a ci potem wystawili ich do wiatru z tarczą antyrakietową, o której każde dziecko wie, że nie jest przeciw Iranowi.

Ale w Polakach zaszła jakaś metamorfoza. I to niepokoiło premiera Putina. Wysłuchując przemówień kolejnych premierów, jaka to współpraca będzie kwitła i jekie to zyski będą mieli z rosyjskiego gazu (jasne, że będą, ale i tak my największe, pół miliona ludzi pracuje w Rosji przy jego wydobyciu) – zastanawiał się, co się stało, że Polacy zaczęli nagle rozgrywać wszystkich dookoła ze skutecznością... jak oni to mówią... „ruskich szachistów”? Mhm... I jeszcze z ułańską fantazją, jak mu podpowiadał Donald, jak wieczorkiem posidzieli sobie przy lampce szampana.

Polacy rozegrali to koncertowo. Jeszcze w 2001 coś opowiadali, ze bronią Ukrainy, że „za waszą i naszą...”, a później nagle... Okazało się, że ten norweski kontrakt to nie kontrakt, tylko takie porozumienie, bo jak nie znajdą się klienci na gaz, to nie ma kontraktu. I rzeczywiście nie było, no bo jaki może być tańszy niż rosyjski – myślał sobie Putin, patrząc, jak Frau Merkel się męczy czytając z kartki przyciężkie niemieckie urzędnicze wypociny. Widać, że jest zła, bo nie ugrała zbyt wiele. A Schroeder tak pięknie zaczynał, snuł takie perspektywy, że bezpośrednio połączą – producent – klient... Tak, tak, mieliśmy już jednego takiego, Turcję, co był jedynym klientem i daliśmy się wciągnąć w budowę rurociągu przez Morze Czarne. Przetrzymał nas, przydusił cenowo, do tej pory rurociąg chodzi na pół gwizdka – zżymał się Władimir Władimirowicz. Nigdy więcej takiego błędu!

I to rozegrali Polacy. W 2003 mieli na kolanach podpisać niskie taryfy przesyłowe dla pierwszej nitki Jamału, a tu przyjechali, pokazali plany rozwoju sektora gazowego – 20 miliardów m3 więcej do 2020 roku. No no no, ciekawe, jak to zrobią przy takim kryzysie? Ale cóż, położyli plany na stół, zażądali drugiej nitki – trzeba było coś zrobić. Niemcy nie brali ich poważnie – polnische Wirtschaft! A poza tym kilka antyrosyjskich publikacji i Polacy znów zaczną, że komunizm, że Katyń... Ale coś tym Niemcom nie wyszło, artykuły były, ale skutku żadnego.

Polacy zaczęli inwestować w wydobycie (co prawda jacyś nawiedzeni chcieli ich namówić na udział w norweskich złożach, ale nie dali się namówić na ratowanie wtopionych pieniędzy wielkich koncernów). Coraz więcej gazu mieli własnego, już teraz wydobywają 8 miliardów na 25 konsumpcji, całkiem nieźle, najbardziej niezależni od importu gazu w Europie. A z drugiej strony – potrafili nawet z Bat'ką się dogadać, choć co chwile jakieś afery wybuchały wśród polskiej mniejszości. Pani Borys, owszem, popieramy, ale gaz musi iść przez Polskę.

Jak Miller (żadna rodzina Aleksieja, chociaż opozycja polska złośliwie mówi, że mogliby się zamienić miejscami i nikt by nie zauważył...) zaczął to rozgrywać, to po pierwsze nie dał się ich prezydentowi (ten, co go później posadziłem w siódmym rzędzie za jego ukraińskie „osiągnięcia” - z rozrzewnieniem sobie przypomniał minę polskiego prezydenta), który ciągle dzwonił i mówił, że wiesz ten rosyjski gaz to drogi i w ogóle, za chwilę go w Rosji zabraknie. Straszył go Amerykanami, ale ten rozegrał Jankesów koncertowo. Do tej pory nie mogą się połapać. Irak – owszem, ropa w Iraku? Jaka ropa, przez dziesięć lat nic tam nie wydobędziecie... Chcemy gaz z Rosji! Będziemy kontrolować Niemców, a w razie czego to i nacisk na Rosjan wywrzemy odpowiedni. Wiem, co im opowiadał, ma się te źródła, uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem.

A nam opowiadał zupełnie co innego. I co najciekawsze godził się na nasze gwarancje. Jednego tylko nie chciał – żeby to było druga nitka Jamału. To miał być jego projekt, o ładnej europejskiej nazwie i nie związany z tamtym projektem - wzorcowo spapranym. Jak to zwykle Polacy... dał się radośnie ponieść rosyjskim stereotypom Władimir Władimirowicz.

No ale nie z Euro Stream – zasępił się - tu nam dali popalić. Wszelkie gwarancje tranzytowe – owszem, ale za wszystkie – kasa na stół. Gaz? Ma być tani! Opłaty tranzytowe... mogą być niskie, ale gaz ma być jeszcze tańszy. Wspólny zarząd? Tak, ale węzeł dystrybucyjny ma być w Polsce!

No tu nie mogłem... jak to mam powiedzieć Frau Merkel i Schroederowi, który marniał w oczach po przegranych wyborach, a na dodatek przegrał konkurencję o fotel prezesa rady nadzorczej Euro Streamu z Millerem. Nie z Aleksiejem, z Leszkiem. Jak go Kwaśniewski wyrzucił po wejściu do Unii, to ten przyszedł z amerykańskim poparciem, że to będzie projekt z poparciem Wujka Sama. Raz się przeleciał ich F-16 i już takie chody ma, popatrz.

Jak on im wytłumaczył, że ważniejsze jest kontrolowanie aspiracji Niemców niż wyciskanie rosyjskiego gazu z Europy? Sprytny, w końcu pozyczek w Moskwie idiotom nie dajemy. No i Amerykanie, trochę się nauczyli po próbach Reagana zatrzymania gazowego interesu stulecia „gaz za rury” (nawet ich Thatcher wyśmiała) - zgodzili się. Nawet machanie tarczą antyrakietowa przeciw Iranowi (tu Władimir Władimirowicz rozrzewnił się... Iranowi, no popatrz, co tym ludziom można wmówić...) - wspólnie wykonali.

Więc jak tego Millera wyrzucili z premiera, to został szefem rady nadzorczej. Ależ się piekliła ta ich rusofobiczna opozycja... wyzywali go od zdrajców codziennie. A jak na krótko doszli do władzy, to na szczęście już wszystko było dopięte, budowa szła, a Amerykanie powaleni kryzysem nie chcieli wchodzić jeszcze w jeden konflikt, starczy im Irak i Afganistan, Europa była dzięki temu coraz bardziej samodzielna. A jak ci bracia rozpętali u siebie piekło, to tylko dwa lata porządzili. Przyszedł premier Tusk (o, właśnie przemawia, cosik smutny, prezydentem nie zostanie, prawdziwa władza mu zasmakowała, trochę nie rozumiem, co to za prezydent bez władzy) i dokończył sprawy.

Też niezłe ziółko – w ostatniej chwili wstrzymał roboty, zagroził, że z powodu ekologicznych przekroczeń limitów... no, czegoś tam... to on w Europie załatwi, że trzeba przenegocjować, bo niezgodne z jakąś dyrektywą. No mają tego Buzka, coś tam im załatwia, chociaż do tej pory Polacy byli jedynymi, którzy podchodzili do sprawy Europy ideowo. Nic nie chcieli, tylko nam dowalic. No ale skończyło się, wycisnęli z nas jeszcze, że ich PGNiG będzie miało złoża z Niemcami na Syberii. Tego to już nawet u siebie nie mogłem przepchnąć. Rozdokazywali się ci Polacy.

No nic, teraz moja kolej na przemówienie, trzeba coś oficjalnego powiedzieć...

- - -

Tak mogło być, nie było, zamiast tego 6 kwietnia zaczęto układać Nord Stream, a 9 kwietnia w Wyborgu... Może ktoś zrozumie, jak wielkie są opportunity costs, czyli stracone okazje.

Komentarze (4)
Polskie porty... nie trzeba Nord Stream
 Oceń wpis
   

 Wiele ostatnio było o blokadzie przez rurociąg Nord Stream polskich portów, gazoportu. Sam starałem się sprowadzić dyskusję na tory bardziej realne ("Nord Stream: polsko-niemiecki spór o trasy żeglugowe"), raczej o faktach dokumentach niż o medialnych porywach emocji.

Rozwijając temat "Nord Stream a polskie porty" sięgnąłem do statystyk europejskich. Cóż w nich widzimy?

1. Polskie porty się nie rozwijają. Jeśli porównać przeładunki towarowe w latach 2002 do 2008 - polskie porty zwiększyły je tylko o 1,5% (48,1 mln ton w 2002 r. i 48,8 mln ton w 2008r). W tym czasie EU27 zwiększyło swoje przeładunki o 17%, a nowe kraje Unii o 19%.

2. Polskie porty tracą wobec bałtyckiej konkurencji. Wzrost przeładunków polskich portów o 1,5% w porównaniu z sąsiadami wygląda dość blado. Jedynie Estonia (porównywalne z Polską przeładunki 40 mln ton rocznie) straciła 20%. Inne kraje bałtyckie zanotowały poważny wzrost: Finlandia o 16%, Łotwa o 18%, Litwa aż o 49%. (Na marginesie sporu polsko - litewskiego o przeładunki Orlenu widać, że generalnie litewska polityka portowa jest dużo skuteczniejsza niż nasza, choć jej styl może nam się nie podobać).

3. Polska traci ruch pasażerski. W latach 2002 - 2008 polskie porty straciły ponad 650 tys. pasażerów (3,3 mln w 2002 r., 2,65 mln w 2008r). EU27 w tym czasie także straciła, ale jedynie 2%. Za to nasi bałtyccy sąsiedzi - wszyscy zyskali:

  • Łotwa aż 19 razy zwiększyła obsługę (jednak ilości są nieporównywalne (z 23 tysięcy do 437 tys).
  • Litwa podwoiła ilość pasażerów w swoich portach (ze 107 tys. do 212)
  • Estonia zwiększyła o 79% (z 5 mln do 9 mln)
  • Finlandia niewiele, jednak zwiększyła o 2,4% (przy wysokim poziomie 16,5 mln pasażerów).

Wnioski? Nie trzeba gazociągu na dnie Bałtyku, żeby nasze porty traciły w konkurencji z sąsiadami. To efekt polskiej polityki gospodarczej. Ale łatwiej zrucić winę na innych.

Więc zamiast się emocjonować, że Nord Stream "może" (cudowne słowo, po którym można napisać wszystko) zablokować dostęp do polskich portów, warto się zastanowić, dlaczego przegrywamy tę morską rozgrywkę?

Wskazówką powinien być sposób, w jaki traktujemy przesył przez Naftoport rosyjskiej ropy. W latach 2004–2005 płynęło przezeń ok. 10 mln ton rosyjskiej ropy rocznie, w 2009 r. - zaledwie 4,33 mln ton, w tym roku wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze mniej. Czy ktoś słyszał, żeby polski rząd coś robił w tej sprawie?

EU_porty_statystyki_.jpg
kliknij, aby powiększyć

źródło: Eurostat

 

 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

 

 

Komentarze (2)
Kolejna odsłona gazowego kontraktu 2006 r.
 Oceń wpis
   

Super_Express.jpgDo prasy przeciekł kolejny dokument pokazujący jak podejmowano decyzje w 2006 roku. "Super Express" opublikował fragment decyzji ówczesnego Ministra Skarbu Wojciecha Jasińskiego.

"Super Express" dotarł do, tajnej do niedawna, korespondencji z listopada 2006 roku pomiędzy prezesem PGNiG Krzysztofem Głogowskim i ówczesnym ministrem skarbu. Jasiński został poinformowany, że w efekcie nowego porozumienia koszty dostaw wzrosną o niemal miliard dolarów (około 3 miliardów zł!). Głogowski napisał też, że nowa umowa spowoduje wzrost cen gazu o 10 procent. Jasiński odpowiedział błyskawicznie już następnego dnia: "Ze względu na ograniczony czas do wyrażenia opinii, MSP nie miało możliwości analizy przekazanego projektu umowy. (?) Niemniej (...) Minister Skarbu Państwa wyraża zgodę na zawarcie umowy" - czytamy.

Gaz_2006_Jasinski_pismo.jpg

Blisko 3 miliardy złotych straciła Polska na porozumieniu gazowym, jakie w 2006 roku podpisał PGNiG z Rosjanami. Wszystko odbiło się na naszych kieszeniach, bo ceny gazu wrosły o 10 procent. Pikanterii dodaje fakt, że ówczesny minister skarbu Wojciech Jasiński (62 l.) z PiS wyraził zgodę na zawarcie niekorzystnej umowy, choć sam przyznał, że... nie miał czasu na jej analizę.

Kilka słów ode mnie:

- Rosjanie zwrócili się do nas już w październiku 2005 roku. Do pierwszych spotkań doszło dopiero 11 miesięcy później. W tym czasie resort skarbu był zajęty wymianą zarządów w PGNiG - twierdzi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

- Nic więc dziwnego, że potem w pospiechu podejmował decyzję. Zastanawiam się również, dlaczego pismo trafiło do ministra dopiero 14 listopada, skoro już 4 dni wcześniej w Moskwie dopięto szczegóły porozumienia. Jego zdaniem ta sytuacji pokazała polityczną dwulicowość PiS.

- Mieli usta pełne antyrosyjskiej retoryki. Kiedy przyszło do konkretów, po cichutku podpisali katastrofalną umowę.

 

Super_Express_Jasinski.jpg

 

Warto też zwrócić uwagę na wypowiedzi dwóch ministrów: byłego i obecnego rządu.

Według Pawła Poncyljusza (41 l.), byłego wiceministra gospodarki, Jasiński został postawiony pod ścianą. - Kontrakt gazowy był podpisywany pod presją Rosjan, którzy szantażowali nas wstrzymaniem dostaw. Z braku czasu minister nie miał możliwości rzetelnej oceny treści umowy. W dodatku nie dysponował odpowiednimi komórkami merytorycznymi - twierdzi Poncyljusz.

- To przykład rażącej niegospodarności i niedbałości ministra. Umowa została podpisana na poniżających warunkach - odpowiada Mikołaj Budzanowski (39 l.), obecny wiceminister skarbu.

Oczywiście dalej następuje rutynowa wymiana ciosów z rozpatrywaniem sprawy na komisji sejmowej ("umową gazową zaakceptowaną przez byłego ministra w 2006 roku zainteresowała się Sejmowa Komisja Skarbu"), straszeniem się prokuraturą ("Włodzimierz Karpiński (49 l.), wiceszef komisji skarbu: jeśli okaże się, że Jasiński nie wykazał należytej staranności, to komisja skieruje sprawę do prokuratury"), a nawet Trybunałem ("Według wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego (66 l.) z Platformy Obywatelskiej, Jasiński powinien stanąć przed Trybunałem Stanu!").

Nudą wionie. Jak PiS wróci do władzy, to może coś bardziej spektakularnego wymyśli, żeby ukarać "zdrajców", którzy teraz negocjują nową umowę... Jakieś publiczne chłosty, dyby, flet hańby, klatka błaznów (o!), kuna, pręgierz... Może to wyglądać efektownie, zwłaszcza jak telewizje będą na żywo transmitowały.

Lud by się lepiej bawił, w końcu bilet każdego kosztował tylko stówkę. Jak dotąd.

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

 

Komentarze (0)
Droższa energia dla przemysłu, dlaczego?
 Oceń wpis
   

 

Kilka lat temu, gdy polscy transportowcy demonstrowali z powodu wysokich cen diesla, zwracałem uwagę, że Polska nie wykorzystuje możliwości zwolnienia tego paliwa z podatku właśnie dla transportu. Odpowiedzią jak zwykle było milczenie. Dzisiaj mamy to samo w sprawach energii.

Droga energia dla przemysłu, ogólnie dla gospodarki jest niszcząca. W świecie konkurującym cenami produktów, każde dodatkowe koszty, które podwyższają cenę - obniżają konkurencyjność. To uczone sformułowanie oznacza, że nie sprzedamy swoich produktów, gdyż inni potrafią je wytworzyć taniej.

Unia Europejska generalnie opodatkowuje energię, starając się ograniczyć jej zużycie. Jednak kraje europejskie, mające wiekowe tradycje produkcyjne, nie są na tyle niemądre, żeby podcinać korzenie swoim przedsiębiorstwom.

Dlatego w Dyrektywie 2003/96/WE ws. opodatkowania energii elektrycznej i produktów energetycznych wprowadzono przepisy umożliwiające stosowanie preferencji (ograniczających koszty) albo wyłączenie z opodatkowania lub zwroty kosztów. Nie jest to idealny mechanizm, podatki powinny być równe i proste, bez wyjątków, ale jest.

Problem Polski polega na tym, że mamy wysokie podatki - stawka jest kilkukrotnie wyższa od unijnych wymogów), zajmujemy 5. miejsce w EU, wyższe maja jedynie Duńczycy, Szwedzi Austriacy i Niemcy. W Polsce akcyza wynosi 20 zł (ok 5 Euro) za MWh, gdy 13 krajów Unii Europejskiej stosują stawki podatku akcyzowego od 3,2 do 0,5 €/MWh, a 9 krajów - poniej 0,5 €/MWh. Na dodatek nie stosujemy dopuszczalnych ulg dla energochłonnego przemysłu.

Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu przedstawia takie zestawienie:
Energia_podatki_PL_EU.jpg

Możemy narzekać na Unię, wybrzydzać na jej biurokrację, ale sami mamy dużo gorszą, mniej wrażliwą na potrzeby gospodarki i bardziej zainteresowaną swoimi dochodami, niż rozwojem polskiego gospodarki, a więc i naszego dobrobytu.

Andrzej Szczęśniak

NaftaGaz.p

Komentarze (0)
USA liderem światowej produkcji gazu
 Oceń wpis
   

 USA prześcignęły Rosję w wydobyciu gazu - to sensacyjna wiadomość na podstawie pierwszych szacunków amerykańskiej EIA (Energy Information Agency). Sensacja, którą nie ekscytują się zbytnio Amerykanie. Ale wydarzenie jest ważne i pozwala na wyciągnięcie kilku refleksji.

Fakty

Wydobycie w Rosji spadło do 582 mld m3 (o 12% wg EIA). Powodem podstawowym był kryzysowy spadek popytu w Europie (i w Ukrainie) i na rosyjskim rynku. Elementem wzmacniającym spadek była konkurencja o wiele tańszego gazu na rynku spotowym, głównie pochodzącym z dostaw LNG, które nie znalazły popytu w USA.

Wydobycie w USA wzrosło do 624 mld m3 (wg wstępnych szacunków EIA), o 3,7% wobec ub.r.

Rosja była liderem światowego wydobycia gazu od 2002 do 2008 roku, a wcześniej od 1986 do 1996 i jeszcze wroku 1999 (wg BP Statistical Review

Wahania wydobycia rosyjskiego i stabilny wzrost amerykańskiego pokazuje wykres (autor: Anatoly Medetsky -The Moscow Times).

 

Rosja_USA_gaz_wydobycie_2009_themoscowtimes.jpg

 

Analiza

1. Fakt ten przypomina, że USA jest posiadaczem potężnych zasobów energetycznych (węglowodorów i węgla) oraz producentem ze światowej czołówki: USA jest także trzecim producentem ropy na świecie, ustępującym jedynie Arabii Saudyjskiej i Rosji, a wyprzedzającym Iran, Kuwejt, Wenezuelę, Kanadę. Prawdziweenergetyczne supermocarstwo.

2. Amerykański przykład pokazuje, jak ułomne są strategie bezpieczeństwa energetycznego. Nawet w kraju tak przywiązanym do wolnego rynku, jak USA. Przez wiele lat za prezydentury George'a W. Busha stawiano na import LNG jako gwaranta energetycznego bezpieczeństwa Stanów. Na rozwój nowoczesnych technologii hydro-frkcjonowania nie dano ani centa z ogromnych budżetów, przeznaczanych na bezpieczeństwo (tylko dla alternatywnych źródeł). Dzisiaj USA jest samowystarczalne, terminale LNG stoją puste, a Europa cieszy się, że LNG jest tani (najbardziej w Polsce, że Rosjanie nie mogą sprzedać ;-). Te niskie ceny oczywiście nie cieszą producentów.

3. Sukces USA zawdzięczają unikalnemu systemowi własnościowemu (zasobów mineralnych) i unikalnemu na skalę światową poziomowi przedsiębiorczości i innowacyjności. (pisałem o tym: "Gazowy amerykański cud")Te czynniki spowodowały, że niezależne, prywatne przedsiębiorstwa (tzn. nie te wielkie IOC) przez kilkadziesiąt lat rozwijały technologię wydobycia trudnych złóż gazu ziemnego. Tak z "tight gas" jak i "shale gas" - obu specjalnościach amerykańskie niezależne firmy stały się doświadczonymi graczami, posiadającymi ogromne zasoby, choć z zasobami gotówki nie zawsze było wesoło ("Exxon kupuje XTO Energy").

4. Rosja przeżyła szok popytowy i ograniczyła własne wydobycie a także import z Azji Centralnej (głównie Turkmenia), by dostosować się do malejącego popytu. To stawia prognozy (o tym, że Rosja nie ma gazu, że gazu z Rosji zabraknie itd. itp...) którymi nas tak raczono w mediach - szczególnie prof. Riley i rosyjski dysydent, specjalizujący się rosyjskim Oil&Gas - Władimir Miłow) - okazały się niepoważne, o charakterze propagandowym a nie fachowym. Rosja ma kłopoty z nadmiarem gazu, a nie brakami. I to bez importu Azji Centralnej, którym podzieliła się z Chinami.

4. Potęga energetyczna USA ostro kontrastuje z energetycznym ubóstwem Unii Europejskiej. Prawie niezależne gazowo USA i Europa - całkowicie uzależnione od sąsiadów (Rosja, Norwegia, Algieria) - mają całkowicie przeciwstawne strategie bezpieczeństwa. Dla USA to sprawa "national security", dla którego używa się wojska, dla Europy to przedmiot rozwoju rynku energetycznego, wzorowanego na unijnym i odmowa militaryzacji handlu energią. Stany zachowują się, jakby były ubogim energetycznym krewnym, wygłodniałym i poszukującym zasobów na całym świecie, a Europa jak widać jest z Wenus, nie z Marsa.

Andrzej Szczęśniak

NaftaGaz.pl


Komentarze (0)
Nafta Gaz - wydarzenia 2009 roku
 Oceń wpis
   

 

2009.jpgNie będziemy wróżyć, co się stanie w Nowym, 2010 roku. Wróżb i przepowiedni dookoła dosyć. Przyjrzyjmy się najważniejszym wydarzeniom ubiegłego roku.

Pierwsze

Ukraiński kryzys gazowy w styczniu 2009 r.

Największy kryzys dostaw gazu do Europy w historii. 1. stycznia Rosja, nie mając podpisanych kontraktów na dostawy gazu dla Ukrainy, przerywa dopływ gazu na Ukrainę.7. stycznia gaz przestaje płynąć do Europy, gdyż po drodze gdzieś znika „gaz techniczny”. Południowa Europa (Bułgaria w szczególności) – nie w ogóle otrzymuje gazu. Unia Europejska interweniuje – jednak bezskutecznie, nie pomagają obserwatorzy rozmieszczeni na Ukrainie. 19 stycznia. podpisanie kontraktów między Rosją a Ukrainą kończy kryzys.

Z pewnością najistotniejsze wydarzenie energetyczne dla Rosji, Ukrainy i południowej Europy. Dla nas z pewnością politycznie i medialnie – przez cały miesiąc o niczym innym nie było słychać, chociaż realnie – nic w Polsce się nie stało – nikomu nie zabrakło gazu.

Cała strona informacji na ten temat: Archiwum

Drugie

Rok negocjacji polsko – rosyjskich w sprawie dostaw gazu

Skutkiem wydarzenia nr 1. Polska nie otrzymuje gazu od ukraińskiego pośrednika RosUkrEnergo, brakuje w bilansie ponad dwóch miliardów metrów gazu. Cały rok trwają negocjacje, nie zakończone do grudnia. Połowiczny sukces na wiosnę (dostawy miliarda metrów gazu) umożliwił zapełnienie magazynów i trwanie bez odcinania dostaw do dzisiaj. Przy okazji: podziały w polskim rządzie, wzmożona aktywność PiS-u, grożącego Trybunałem, media także mogły pokazać, jak bardzo nie chcą rosyjskiego gazu.

Publikacji na ten temat aż za dużo. Ale w styczniu 2009 pierwszy upominałem się o gaz dla Polski: „Dlaczego nie mamy wciąż gazu?”

Trzecie

Amerykański gazowy cud

Amerykańska przedsiębiorczość i nowoczesne technologie pozwoliły dotrzeć i wydobyć (na zasadach biznesowych, bez żadnych dotacji rządowych) gaz ziemny z trudnych złóż łupków (shale gas) i piaskowców (tight gas). Zalew gazu w USA, niższe ceny gazu LNG na świecie, nadzieje na podobne zjawiska w Europie i Polsce. Prawdziwy cud i wskazówka, jak najlepiej zapewnia się bezpieczeństwo energetyczne.

Linki: "Gazowy amerykański cud""Gaz ziemny w USA""Hydrauliczne frakcjonowanie - nowe metody wydobycia gazu"

Czwarte

„Zmiana klimatu” w ślepej uliczce

Wielki szczyt w Kopenhadze zakończył się porażką. To przełomowe wydarzenie w globalnej polityce. Z jednej strony nieprzejednana chęć rozwoju państw takich jak Chiny i Indie (ale także np. Turcja) Indie o emisjach przed Kopenhagą
http://szczesniak.pl/1483 . Z drugiej – rozmywanie się fundamentów teorii zmian klimatycznych, do czego przyczyniła się Climate Gate.

Zobacz: "E-maile, które zakończą globalne ocieplenie"

Piąte

Droga ropa w czasie spadku popytu i nadpodaży

Ropa jest cichym bohaterem roku 2009. W sytuacji

  • spadku popytu o 1,5% (- 1,3 mln b/d),
  • rekordowej „spare capacity” OPEC (6 mln b/d, wobec 3 w ub.r.),
  • rekordowych zapasów u konsumentów (94 dni zapasów w krajach OECD z 85 dni w ub.r.)
  • sznura tankowców, łącznej długości 26 mil, magazynujących ropę na morzu.

Cena ropy wzrosła w 2009 r o 78% (największy wzrost od 10 lat) i zakończyła rok na poziomie 80 $. Jedynym powodem takiego wzrostu było traktowanie futures ropy jako alternatywy do inwestycji w dolara. Dolar spadał – ropa drożała.

Polecam: luty: 'Uspokojenie cen ropy naftowej", grudzień: "Rynek ropy naftowej - podsumowanie roku 2009 w TVBiznes", wykład: "O gwałtownych zmianach cen ropy"

Szóste

Rosja liderem wydobycia ropy i budowy infrastruktury

W 2009 r. Rosja skutecznie realizowała swoją strategię wzrostu wydobycia i eksportu ropy. Produkcja osiągnęła na jesień 10 mln b/d, i była większa niż w Arabii Saudyjskiej (na skutek zmniejszenia kwot wydobycia). Był to też rok rosyjskiej infrastruktury: rozpoczęcie BTS-2, zgody państw bałtyckich na Nord Stream, otwarcie terminalu LNG na Sachalinie, zakończenie pierwszego etapu rurociągu wschodnio-syberyjskiego...

Zobacz: "Rurociąg wschodnio-syberyjski ruszył""W. Putin otwiera wydobycie ze złoża Wankor""Rosyjskie LNG z Sachalina wystartowało"

Siódme

Trudny rok dla biopaliw

Kryzysowy rok nie sprzyjał producentom biopaliw. Niskie ceny rop w pierwszej połowie roku, wysokie ceny bio-surowców, narastający protekcjonizm między USA a Unią, masowe bankructwa w Stanach i niewykorzystane moce przerobowe w Europie.

Zobacz: Biopaliwa nieopłacalne - pomimo drogiej ropy

Ósme

Rok obrony Orlenu

Rok 2009 Orlen raczej nie zaliczy do udanych. Straty z poprzedniego roku doprowadziły do konieczności renegocjowania zadłużenia, pogorszenia warunków kredytowych, obniżenia ratingów. Realizacja przez rząd litewski opcji sprzedaży swoich akcji doprowadziła do krótkotrwałej niewypłacalności spółki, a próba obrony Orlenu przez rząd polski w jego litewskich tarapatach – nie przyniosły żadnych rezultatów. Rząd bronił także Orlen przed wrogim przejęciem, jeszcze bardziej pogarszając sytuację inwestorów mniejszościowych. Na koniec roku Orlen skutecznie obronił się przed uzależnienia się od rosyjskich dostawców, wybierając starych (Mercuria czyli J&S Energy) i nowych (Soyuz Petroleum) pośredników w dostawach ropy.

Więcej o Orlenie

Absurd roku

Budujemy rurociąg... donikąd.

PERN kontynuuje budowę trzeciej nitki rurociągu „Przyjaźń” (jak nie ironicznie by dzisiaj brzmiała ta nazwa). Inwestycja ciągnie się od wielu lat, przeszła swoje afery medialne, roszczenia sądowe. Obecnie wyznaczeni zostali wykonawcy 62-kilometrowego rurociągu, którzy w czasie 3 lat mają go dokończyć. Problem w tym, że z drugiej strony – Rosjanie rozpoczęli w tym roku budowę BTS-2 - rurociągu z Uneczy do Ust-Ługi, który ma przejąć przesył „Przyjaźnią” przez Białoruś, Ukrainę, Polskę. Nic nie słychać o polskich staraniach o koordynowanie działań. Ciekawe, co te rury będą przesyłać.

- - - - - - - - - - - - - - - -

Niestety – był to rok kryzysowy. Więcej złych wieści niż dobrych. Oby ten Nowy Rok był znacznie lepszy. 

Andrzej Szczęśniak

www.szczesniak.pl

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
Najnowsze komentarze
2010-06-09 12:29
troll-hunter:
Wg Wyborczej: Polska gazowym Eldorado
Pff, Wybiorcza jest opiniotworcza tylko w swoim mniemaniu,. Manipulacja na porzadku dziennym[...]
2010-06-08 17:45
e-elleni:
Wg Wyborczej: Polska gazowym Eldorado
Juz ja widze te gazowe bogactwo...Gaz z lupkow dla glupkow... Predzej elektrownie zasilane[...]
2010-06-08 16:28
Jurgi:
Wg Wyborczej: Polska gazowym Eldorado
Ja tu podejrzewam większe jeszcze partactwo, ale dla pewności musiałbym mieć wgląd w źródła,[...]
O mnie
Andrzej Szczęśniak
Branża paliwowa
Kategorie
Ogólne