Nord Stream – historia alternatywna
 Oceń wpis
   

Euro-Stream.gif... czyli co myślał premier Putin podczas otwarcia rurociągu Euro Stream, zwanej czasami drugą nitką Jamału. Taki sobie żart.

9 kwietnia 2010 roku, w chwilę po uroczystościach katyńskich, które były już wieloletnim zwyczajem polsko-rosyjskim (z krótką przerwą w 2006 i 2007 roku), premierzy Polski Donald Tusk i Rosji Władimir Putin udali się do miejscowości Kondratki.

Poprzedniego dnia postępowało pogodzenie obu narodów z trudną wspólną historią – przy Katyniu zbliżali swoje stanowiska historycy, postępował ekumeniczny dialog kościołów katolickiego i prawosławnego, znajdowały zadośćuczynienie rodziny ofiar zbrodni stalinowskiej, wspólnie z rodzinami ofiar rosyjskich i wielu innych narodowości, śmiertelnie niszczonych w Związku Radzieckim.

Po wizycie w Katyniu – współczesność, energia i wspólne europejskie interesy. W międzyczasie premierzy spędzili wspólnie wieczór, poznając się i zaprzyjaźniając, czego początki widać było już w Sopocie – a rankiem następnego dnia nastąpiła uroczystość otwarcia rurociągu Euro Stream.

W uroczystości brały udział głowy czterech państw, komisarz europejski ds. energii (dzięki sprytnemu manewrowi dyplomatycznemu Polaków nie został Niemiec, tylko Jerzy Buzek, który za zadanie miał obronić polskie elektrownie węglowe przed lobby ekologicznym, które na celownik wzięło energię, a najbardziej nie lubiło węgla). Prezydent Łukaszenko, który najdłużej i najgłośniej negocjował kontrakt budowy tranzytowego rurociągu. Premier Tusk, który miał największe opory wewnątrz kraju, gdzie opozycja wciąż krzyczała o zdradzie i organizowała manifestacje. Kanclerz Merkel, która nie zgarnęła wszystkich atutów, jak to szykowało się przy alternatywnym rurociągu Nord Stream, który jednak przez sprytną grę polityczną Polaków nie wypalił. Premier Putin, który oddychał z ulgą, gdyż rosyjski gaz znajdował nową bezpieczną drogę do klientów w Europie, choć ilość ustępstw i koncesji dla pozostałych uczestników trochę go irytowała.

Najtrudniejsza była Polska – zżymał się w duchu rosyjski premier.

Białoruś – wiadomo, wystarczyło dobrze grać z Bat'ką, podkręcić trochę prorosyjskich dostojników w Mińsku i prezydent Łukaszenko po głośnych (chętnie cytowanych przez zachodnią prasę) okrzykach o gazie z Norwegii, Algierii i Iranu – zgodził się na wszystkie warunki, łącznie z własnością całego odcinka przez Gazprom. Trochę te ceny za niskie, ale cóż, jak jest we wspólnym obszarze celnym, to trudno mu nałożyć 30% cła eksportowego. Niech będzie.

Niemcy – wiadomo, muszą znaleźć jakieś przełożenie na Amerykanów. 65 lat po wojnie, a tu wciąż wojska amerykańskie na terytorium kraju. Jedyne wojska okupacyjne, jakie udało się usunąć to Armia Radziecka, więc obcych wojsk nie ma jedynie we wschodnich Niemczech. Romans z Rosją nie był mile widziany w Waszyngtonie, ale Niemcy dążyli do niego z konsekwencją upartego osła, który miał coraz więcej narzędzi nacisku na USA (choć Unii Europejskiej w tej sprawie nie mogli używać). A gaz był im potrzebny, żeby budować elektrownie, żeby był prąd jak wiatr przestaje wiać i cała alternatywna energetyka siada. W alternatywnym scenariuszu Nord Streamu, którym postraszyliśmy w razie czego Bat'kę i Polaków, mogli jednak zyskać nieporównanie więcej.

Polacy – ci jak zwykle nieprzewidywalni. Najpierw w 2001 roku odmawiają budowy pieremyczki i zawierają jakiś dziwny kontrakt z Norwegią pod amerykańskim patronatem. Co do tej Ameryki to mają jakąś szajbę – zapatrzeni jak w obraz, do Iraku i Afganistanu posłali wojska całkiem za darmo, a ci potem wystawili ich do wiatru z tarczą antyrakietową, o której każde dziecko wie, że nie jest przeciw Iranowi.

Ale w Polakach zaszła jakaś metamorfoza. I to niepokoiło premiera Putina. Wysłuchując przemówień kolejnych premierów, jaka to współpraca będzie kwitła i jekie to zyski będą mieli z rosyjskiego gazu (jasne, że będą, ale i tak my największe, pół miliona ludzi pracuje w Rosji przy jego wydobyciu) – zastanawiał się, co się stało, że Polacy zaczęli nagle rozgrywać wszystkich dookoła ze skutecznością... jak oni to mówią... „ruskich szachistów”? Mhm... I jeszcze z ułańską fantazją, jak mu podpowiadał Donald, jak wieczorkiem posidzieli sobie przy lampce szampana.

Polacy rozegrali to koncertowo. Jeszcze w 2001 coś opowiadali, ze bronią Ukrainy, że „za waszą i naszą...”, a później nagle... Okazało się, że ten norweski kontrakt to nie kontrakt, tylko takie porozumienie, bo jak nie znajdą się klienci na gaz, to nie ma kontraktu. I rzeczywiście nie było, no bo jaki może być tańszy niż rosyjski – myślał sobie Putin, patrząc, jak Frau Merkel się męczy czytając z kartki przyciężkie niemieckie urzędnicze wypociny. Widać, że jest zła, bo nie ugrała zbyt wiele. A Schroeder tak pięknie zaczynał, snuł takie perspektywy, że bezpośrednio połączą – producent – klient... Tak, tak, mieliśmy już jednego takiego, Turcję, co był jedynym klientem i daliśmy się wciągnąć w budowę rurociągu przez Morze Czarne. Przetrzymał nas, przydusił cenowo, do tej pory rurociąg chodzi na pół gwizdka – zżymał się Władimir Władimirowicz. Nigdy więcej takiego błędu!

I to rozegrali Polacy. W 2003 mieli na kolanach podpisać niskie taryfy przesyłowe dla pierwszej nitki Jamału, a tu przyjechali, pokazali plany rozwoju sektora gazowego – 20 miliardów m3 więcej do 2020 roku. No no no, ciekawe, jak to zrobią przy takim kryzysie? Ale cóż, położyli plany na stół, zażądali drugiej nitki – trzeba było coś zrobić. Niemcy nie brali ich poważnie – polnische Wirtschaft! A poza tym kilka antyrosyjskich publikacji i Polacy znów zaczną, że komunizm, że Katyń... Ale coś tym Niemcom nie wyszło, artykuły były, ale skutku żadnego.

Polacy zaczęli inwestować w wydobycie (co prawda jacyś nawiedzeni chcieli ich namówić na udział w norweskich złożach, ale nie dali się namówić na ratowanie wtopionych pieniędzy wielkich koncernów). Coraz więcej gazu mieli własnego, już teraz wydobywają 8 miliardów na 25 konsumpcji, całkiem nieźle, najbardziej niezależni od importu gazu w Europie. A z drugiej strony – potrafili nawet z Bat'ką się dogadać, choć co chwile jakieś afery wybuchały wśród polskiej mniejszości. Pani Borys, owszem, popieramy, ale gaz musi iść przez Polskę.

Jak Miller (żadna rodzina Aleksieja, chociaż opozycja polska złośliwie mówi, że mogliby się zamienić miejscami i nikt by nie zauważył...) zaczął to rozgrywać, to po pierwsze nie dał się ich prezydentowi (ten, co go później posadziłem w siódmym rzędzie za jego ukraińskie „osiągnięcia” - z rozrzewnieniem sobie przypomniał minę polskiego prezydenta), który ciągle dzwonił i mówił, że wiesz ten rosyjski gaz to drogi i w ogóle, za chwilę go w Rosji zabraknie. Straszył go Amerykanami, ale ten rozegrał Jankesów koncertowo. Do tej pory nie mogą się połapać. Irak – owszem, ropa w Iraku? Jaka ropa, przez dziesięć lat nic tam nie wydobędziecie... Chcemy gaz z Rosji! Będziemy kontrolować Niemców, a w razie czego to i nacisk na Rosjan wywrzemy odpowiedni. Wiem, co im opowiadał, ma się te źródła, uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem.

A nam opowiadał zupełnie co innego. I co najciekawsze godził się na nasze gwarancje. Jednego tylko nie chciał – żeby to było druga nitka Jamału. To miał być jego projekt, o ładnej europejskiej nazwie i nie związany z tamtym projektem - wzorcowo spapranym. Jak to zwykle Polacy... dał się radośnie ponieść rosyjskim stereotypom Władimir Władimirowicz.

No ale nie z Euro Stream – zasępił się - tu nam dali popalić. Wszelkie gwarancje tranzytowe – owszem, ale za wszystkie – kasa na stół. Gaz? Ma być tani! Opłaty tranzytowe... mogą być niskie, ale gaz ma być jeszcze tańszy. Wspólny zarząd? Tak, ale węzeł dystrybucyjny ma być w Polsce!

No tu nie mogłem... jak to mam powiedzieć Frau Merkel i Schroederowi, który marniał w oczach po przegranych wyborach, a na dodatek przegrał konkurencję o fotel prezesa rady nadzorczej Euro Streamu z Millerem. Nie z Aleksiejem, z Leszkiem. Jak go Kwaśniewski wyrzucił po wejściu do Unii, to ten przyszedł z amerykańskim poparciem, że to będzie projekt z poparciem Wujka Sama. Raz się przeleciał ich F-16 i już takie chody ma, popatrz.

Jak on im wytłumaczył, że ważniejsze jest kontrolowanie aspiracji Niemców niż wyciskanie rosyjskiego gazu z Europy? Sprytny, w końcu pozyczek w Moskwie idiotom nie dajemy. No i Amerykanie, trochę się nauczyli po próbach Reagana zatrzymania gazowego interesu stulecia „gaz za rury” (nawet ich Thatcher wyśmiała) - zgodzili się. Nawet machanie tarczą antyrakietowa przeciw Iranowi (tu Władimir Władimirowicz rozrzewnił się... Iranowi, no popatrz, co tym ludziom można wmówić...) - wspólnie wykonali.

Więc jak tego Millera wyrzucili z premiera, to został szefem rady nadzorczej. Ależ się piekliła ta ich rusofobiczna opozycja... wyzywali go od zdrajców codziennie. A jak na krótko doszli do władzy, to na szczęście już wszystko było dopięte, budowa szła, a Amerykanie powaleni kryzysem nie chcieli wchodzić jeszcze w jeden konflikt, starczy im Irak i Afganistan, Europa była dzięki temu coraz bardziej samodzielna. A jak ci bracia rozpętali u siebie piekło, to tylko dwa lata porządzili. Przyszedł premier Tusk (o, właśnie przemawia, cosik smutny, prezydentem nie zostanie, prawdziwa władza mu zasmakowała, trochę nie rozumiem, co to za prezydent bez władzy) i dokończył sprawy.

Też niezłe ziółko – w ostatniej chwili wstrzymał roboty, zagroził, że z powodu ekologicznych przekroczeń limitów... no, czegoś tam... to on w Europie załatwi, że trzeba przenegocjować, bo niezgodne z jakąś dyrektywą. No mają tego Buzka, coś tam im załatwia, chociaż do tej pory Polacy byli jedynymi, którzy podchodzili do sprawy Europy ideowo. Nic nie chcieli, tylko nam dowalic. No ale skończyło się, wycisnęli z nas jeszcze, że ich PGNiG będzie miało złoża z Niemcami na Syberii. Tego to już nawet u siebie nie mogłem przepchnąć. Rozdokazywali się ci Polacy.

No nic, teraz moja kolej na przemówienie, trzeba coś oficjalnego powiedzieć...

- - -

Tak mogło być, nie było, zamiast tego 6 kwietnia zaczęto układać Nord Stream, a 9 kwietnia w Wyborgu... Może ktoś zrozumie, jak wielkie są opportunity costs, czyli stracone okazje.

Komentarze (4)
Polskie porty... nie trzeba Nord... Rosyjski gaz - znowu perturbacje

Komentarze

2010-04-08 09:46:54 | 145.237.94.* | w3456
Re: Nord Stream – historia alternatywna [1]
"ruscy szachiści" - widać, że autor zagląda czasem na stronę www.michalkiewicz.pl i
słusznie. Warto! skomentuj
2010-04-09 21:33:42 | *.*.*.* | Andrzej Szczęśniak
No popatrz - nie wiedziałem, że to jest źródło tego powiedzenia ;-)
zaglądam... skomentuj
2010-04-07 23:39:17 | *.*.*.* | Jurgi
Re: Nord Stream – historia alternatywna [1]
Niestety, z dobrem narodu i państwa wygrała polityka historyczna, czy może raczej:
histeryczna. Gdzie dwóch się nie może dogadać… tam ten słabszy traci. skomentuj
2010-04-09 21:36:24 | *.*.*.* | Andrzej Szczęśniak
mogliśmy mieć pozycję rozgrywającego czy języczka u wagi w stosunkach rosyjsko -
niemieckich (gazowych, naftowych), zostaliśmy zepchnięci do narożnika, gdzie same
koszty.

Pamiętam, jak mnie zszokowało, jak premier ówczesny Kaczyński mówił, że Niemcy
będą gwarantem naszego bezpieczeństwa energetycznego. Absurdalne, bo przecież
wcześniej my byliśmy wobec nich gwarantem, a moglibyśmy byś jeszcze
poważniejszym. skomentuj