Technologie łupkowe? Pięknie, ale nie tędy...
 Oceń wpis
   

 Kolejny wybuch świetnych pomysłów na gaz łupkowy. Porozumienie między dwoma ciałami państwowymi na temat badań nad technologiami gazu łupkowego. NCBR i ARP będą finansowały badania gazu łupkowego.

Pięknie. Ktoś się obudził i nareszcie się wziął za ten temat. I to nie byle kto, tylko sam pan minister Bodzanowski i pani minister Kudrycka. Dwa resorty - Skarbu i Nauki. Z tego wszystkiego nawet wspólnie artykuł do Wyborczej napisali: "Wydobywajmy gaz z łupków po polsku". Kierunek dobry, hasła szczytne, nagłośnienie świetne, tylko nic z tego nie będzie. Dlaczego? Po kolei.

Po pierwsze: świetnie. Nareszcie wiemy, że wydobycie łupków to sprawa technologii. Wiemy, to znaczy nie tylko mówimy o tym, ale i coś robimy. Bo to rzeczywiście sprawa technologii. Za te know-how mamy płacić słone rachunki, bo za to dzisiaj się płaci "jak za zboże". Jeśli poszukiwania by się udały (przypominam - nie ma ani jednego potwierdzonego komercjalnie złoża (tak potwierdzonego jak choćby ostatnio to w Azerbejdżanie) to przyszłoby nam płacić tak samo, jak płacimy za gaz z importu na wschód - tylko że na zachód. I to nie za gaz, tylko za technologie. I nie wiem, czy nie więcej... Wtedy bowiem, czy to polska czy nie polska firma wierci i wydobywa - pieniądze wypływają przez firmy oferujące usługi technologiczne. Więc ktoś zaczął coś robić, żeby było inaczej. Więc chwała ministrom!

Ale, ale...

Po drugie: trochę późno. Ciekawe, że nikt o takim ruchu nie pomyślał od sześciu lat, gdy wydawano setkę koncesji - za darmo. Nikt nie pomyślał, że może najpierw zdobyć technologię, a potem dopiero rozdać koncesje? A może potraktować koncesje jako narzędzia nacisku na inwestorów zagranicznych, by się podzielili trochę, by wnieśli we wianie swoje osiągnięcia i by polskie firmy się od nich uczyły. Dokładnietak robią Rosjanie z tymi samymi firmami zachodnimi, które goszczą u nas (albo już nas opuściły). A u nas ni składu ni ładu. Najpierw rozdajemy na prawo i lewo koncesje, a potem każemy polskim firmom szukać i rozwijać technologie. Nijak się to nie składa.

Po trzecie: nie tak szybko. Technologie to nie piekarnia. Z jednej strony "szybciej, szybciej", bo na wybory musi być gaz... A z drugiej - rozwijajmy polskie technologie. W biegu? W konkurencji z firmami, które już je mają? I jak mają koncesje, to już niczym się dzielić nie będą? Nie da się. Bez zastosowania modelu norweskiego nie ma najmniejszych szans. Oczywiście nie tego, który przedstawił poseł Naimski, a minister Woźniak chciał pokazać jako rządowy - bo to karykatura, a nie model norweski.

Po czwarte: może lepiej to firmy zrobią? Nie rozumiem, po co te skomplikowane konstrukcje - państwowe instytucje, fundowanie, pożyczki, firmy maja kupować wynik... Wygląda mi to na kolejne pieniądze dla niedoinwestowanej polskiej nauki. Cel szczytny, tylko nie o rozwój nauki tutaj chyba chodzi, a o wprowadzenie przemysłowych technologii na nowym froncie wydobycia gazu z trudnych złóż. Tutaj naprawdę mogą zrobić to tylko firmy. We własnym interesie, dla zysku, własnymi siłami, płacąc naukowcom z uczelni wtedy, gdy jest im potrzebne rozwiązanie jakiegoś problemu. Jeśli już tak w tej Ameryce jesteśmy zakochani, to powinniśmy się też nauczyć tego, jak to tam działa. A to własnie tak - firmy są na froncie rozwoju technologicznego, one rozwijają technologie w codziennej walce z materią. One ją finansują i na niej zarabiają.

Ale u nas jest trochę inaczej - polskie realia to zero wydatków na badania i rozwój. Prawie zero, bo jeśli w Unii Europejskiej wydaje się średnio 300 Euro na mieszkańca na badania i rozwój, to w Polsce zero, to znaczy 17 Euro. Nieźle, prawda? Ale jest jeszcze gorzej - jeszcze mniej niż zero inwestują przedsiębiorstwa.W Polsce - uwaga! - tylko 24% z tych 17 Euro na mieszkańca inwestują firmy. A w Unii 60% z 300 Euro. Przecież to jest przemysłowa przepaść cywilizacyjna.

Nasuwa się pytanie - co to za firmy? W ogóle nie interesuje ich własny przyszły rozwój? Nie inwestują we własną przyszłość? Odpowiedź jest dwojaka. Duża część z nich to oddziały firm zagranicznych i w badania i rozwój inwestują u siebie. To oczywiste. Druga część odpowiedzi jest dużo bardziej przykra dla nas, a przede wszystkim dla Ministra Skarbu. Otóż polskie wielkie firmy z branży energii nie inwestują w ogóle w badania i rozwój. W ogóle. Niektóre z nich nie mają nawet takiej pozycji w sprawozdaniach. A to przecież wszystko firmy, które Minister Skarbu obdarowuje radami nadzorczymi i zarządami. Więc jak to jest? Nie wystarczy im zadać takiego punktu w mianowaniu, że mają rozwijać polską myśli techniczną?

Dlaczego tak się dzieje? Rąbka tajemnicy może uchylić ostatnia decyzja Ministerstwa Skarbu. Otóż nieoceniony Aleksander Grad - poprzedni minister skarbu (ten, który podpisać tak "korzystny" dla nas kontrakt katarski) został szefem PGE Energia Jądrowa. Będzie nam budował energetykę atomową. Naprawdę można się zacząć bać. Ale dodatkowo, aby mianować kolejnego ministra, który "chce się sprawdzić w biznesie", wyrzucono ostatniego fachowca z zarządu PGE, który znał się i miał doświadczenie w energetyce. Za to nowy prezes, były poseł i minister, uczynił swojego zastępcę z ministerstwa - zastępcą w firmie. Że się nie znają na energetyce, a już jądrowej - w ogóle? Kto by się tym przejmował? Więc jak tu i kiedy zajmować się nakładami na badania i rozwój...

Podsumowując. Kierunek słuszny, jak to u nas, ale wykonanie marne, też - jak to u nas. Więc nic z tego nie będzie.

Komentarze (2)
Peak Oil, czyli zajęcie na... III RP nie odbudowała jeszcze...

Komentarze

2012-07-12 07:50:40 | *.*.*.* | w0jt
Re: Technologie łupkowe? Pięknie, ale nie tędy... [1]
A wydano już tyle milionów na łapówki :D skomentuj
2012-07-15 08:15:05 | *.*.*.* | kredytbezbik edu pl
Bo to biznes jak każdy inny... te łapówki oczywiście ;) skomentuj